Mąż mnie nie kocha, więc go zdradziłam już drugi raz

Zdradziłam męża. Wiem, że nie powinnam była, że go oszukałam, że to było podłe.

Ale wtedy to było silniejsze ode mnie. Przestało nam się układać z Waldkiem. Właściwie nic takiego się nie wydarzyło, po prostu w naszym związku pojawiła się rutyna i tyle. Miałam wrażenie, że Waldkowi przestało już na mnie zależeć, że mnie nie kocha. Coraz częściej się kłóciliśmy, potem były ciche dni. Już nawet seks nie był w stanie nas pogodzić, a w końcu przestaliśmy się w ogóle kochać i sypiać ze sobą.

Reklama

Poczułam się odtrącona. Pragnęłam czułości, bliskości, w takich chwilach to normalne. Któregoś dnia zwierzyłam się z problemów koledze w pracy. Mirek był świeżo po rozwodzie, doskonale mnie rozumiał. Poszliśmy na kawę, a potem do niego. No i stało się... Wylądowaliśmy w łóżku, potem znowu i znowu... Od początku wiedziałam, że to tylko romans, bez przyszłości. Mirek nawet mi się nie podobał. Ale prawił mi komplementy, był dla mnie czuły. I ten szalony seks... Mirek po prostu dawał mi to, czego od dawna nie dawał mi mąż. Byłam szczęśliwa albo może tak mi się tylko wydawało. Bo z drugiej strony - cały czas czułam się winna wobec męża i nie dawało mi to spokoju. 

Może więc dobrze się stało, że mój romans wyszedł na jaw. Ktoś życzliwy doniósł o wszystkim mojemu mężowi. 

Prawdę mówiąc, myślałam, że to koniec naszego małżeństwa. Waldek wyprowadził się do swojej matki. Ale po kilku dniach przyjechał i powiedział, że chce porozmawiać. Tak szczerze, jak wtedy, chyba nigdy przedtem nie rozmawialiśmy. Powiedziałam Waldkowi, że czułam się niekochana, że brakowało mi jego czułości, zainteresowania. I dlatego wdałam się w ten głupi romans. Prosiłam męża, by wrócił do domu, spróbował mi wybaczyć. Nie od razu, ale wrócił. Przyznał, że w końcu dotarło do niego, że i on zawinił.  Obiecaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, by uratować nasze małżeństwo, bo tak naprawdę, to oboje zawiniliśmy i nie pielęgnowaliśmy tego, co nas kiedyś łączyło. 

I rzeczywiście, przez chwilę poczułam się, jak za narzeczeńskich czasów. Waldek przynosił mi kwiaty, zaskakiwał drobnymi upominkami. Ja przygotowywałam romantyczne kolacje. W naszej sypialni znowu zagościła namiętność. Ale minęło kilka miesięcy i znowu wszystko się popsuło. Mąż przestał się starać, przestał o mnie zabiegać. A skoro on zrezygnował, to i ja też... Po co miałam się wysilać i szykować dla niego wymyślne smakołyki, skoro nie chciał tego docenić? 

Znów poczułam się niepotrzebna, niekochana. I znów skończyło się tak, jak poprzednio. Po raz drugi zdradziłam męża, tym razem ze znajomym mojej koleżanki. Nasz romans trwa już pół roku. Tak jak wtedy, czuję, że popełniam błąd. I to ten sam! Że to jest bez sensu, bez przyszłości, że oszukuję męża. Ale to on popycha mnie w ramiona innych mężczyzn, to on mnie odtrąca! Może więc nie powinnam wcale żałować, że poprzedni romans niczego mnie nie nauczył i że popełniam ponownie to samo głupstwo? Bo może faktycznie między mną a mężem coś się wypaliło i nie ma już dla nas przyszłości? Teraz już nawet nie chcę czekać, aż mój romans się wyda. Myślę, by przyznać się mężowi do wszystkiego i otwarcie porozmawiać z nim o rozwodzie. Czy powinnam to zrobić?

Kinga, 43 lata

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: zdrada | mąż | żona

Reklama

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze (51)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje