Mąż na rauszu czepia się mnie, że jestem beznadziejna w łóżku

​Do niedawna wydawało mi się, że w moim małżeństwie dobrze się układa. Z Jackiem jesteśmy razem od 15 lat.

Różnie przez te lata bywało, ale zawsze jakoś się dogadywaliśmy. Najważniejsze, że umieliśmy ze sobą rozmawiać, a to już połowa sukcesu. Poza tym, zawsze ceniłam sobie to, że Jacek jest taki spokojny, opanowany. Z kimś takim łatwiej dojść do porozumienia. Ale ostatnio coś się zmieniło i sama już nie wiem, jak mam to wszystko rozumieć. Mąż, do niedawna taki łagodny, pokazał bowiem swoje drugie oblicze. Tyle tylko, że po alkoholu. Chcę od razu powiedzieć - mąż nie jest alkoholikiem, nic z tych rzeczy!

Reklama

Owszem, raz na jakiś czas umawia się z kolegami na piwo. Gdy wychodzimy gdzieś razem, też wzniesie parę toastów. Ale z piciem nie przesadza. Problem w tym, że gdy jest na rauszu, robi się zły i nieprzyjemny. To znaczy - tak się dzieje ostatnio, bo kiedyś tak nie było. Teraz, gdy sobie wypije, po prostu się mnie czepia - że jestem złą żoną. A to że źle gotuję, że nie umiem dbać o dom, a w łóżku jestem beznadziejna. Właśnie o to łóżko ma do mnie najwięcej pretensji - że seks ze mną jest tak nudny, że chwilami mu się go odechciewa. Że go niczym w łóżku nie potrafię zaskoczyć, że zachowuję się jak jakaś emerytka. I że tak w ogóle, to on ma mnie po prostu dość, nie chce marnować sobie ze mną reszty życia. Gdy to mówi, widzę, że jest zły, bo nawet podnosi głos, chwilami wręcz krzyczy. A ja mu schodzę z drogi, bo gdy próbowałam coś odpowiedzieć, mąż jeszcze bardziej się nakręcał. 

Ponieważ powtórzyło się to nie raz, postanowiłam wyjaśnić sprawę, oczywiście, gdy mąż był trzeźwy. Poprosiłam, by powiedział mi szczerze i spokojnie, jakie ma do mnie pretensje, co robię źle, bo przecież wszystko można naprawić. No i tu zrobił się jeszcze większy problem. Otóż mąż stwierdził, że nie ma pojęcia, o czym mówię. Opowiedziałam mu więc, jak się zachowuje wobec mnie, gdy jest pijany. Ale on wszystko zbagatelizował. Mówił, że po pijanemu ludzie dostają małpiego rozumu i gadają różne głupoty. I on mnie za wszystko przeprasza, nic do mnie nie ma, kocha mnie jak dawniej. Nawet sobie żartował, że przesadzam.

Słysząc to, sama zgłupiałam. Tym bardziej, że za jakiś czas, gdy mąż wrócił na rauszu ze spotkania z kolegami, był znowu wobec mnie zaczepny i niemiły. Następnego dnia ponownie więc poprosiłam go, by zdobył się na odwagę, gdy jest trzeźwy, a nie pijany. I powiedział, czego ode mnie chce. Ale mnie zbył żartami, jak przedtem. 

To dla mnie bardzo trudna sytuacja. Wiem, po alkoholu ludzie mówią różne rzeczy. Ale dlaczego mąż mówi mi właśnie to? Jestem przekonana, że on mówi prawdę, mówi to, co czuje. Że naprawdę jest na mnie zły, znudziło mu się nasze małżeństwo, nie chce już ze mną być. Tylko nie ma odwagi mi tego powiedzieć prosto w oczy, na trzeźwo. 

Pożaliłam się przyjaciółce, która dobrze zna mojego męża. I poprosiłam, by mi poradziła, co robić. A ona na to, że powinnam iść do psychologa, opowiedzieć mu o całej sytuacji i porozmawiać o mężu. Czy przyjaciółka ma rację? Czy to dobry pomysł?

Lena, 42 lata

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: małżeństwa | seks

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje