Mieszkam z synową. Czy może być dobrze?

Po śmierci męża syn z żoną i dziećmi wprowadzili się do naszego domu. Oddałam im piętro, ja mieszkam na dole.

Nasze stosunki układały się poprawnie. Opiekowałam się wnukami, gdy oni oboje pracowali.

Reklama

Pewnie że mam do synowej zastrzeżenia: mogłaby rzadziej odwiedzać koleżanki. Nie rozumiem też jej rozrzutności, ale może to takie pokolenie, że nie umie oszczędzać? Braku umiejętności gotowania nie krytykuję, choć trochę mi przykro, gdy nie jest zbyt chętna, jak chcę ją czegoś nauczyć... Po kilku miesiącach syn powiedział mi, że wprowadzi się do nich siostra synowej. Dostała pracę w okolicy, na razie nie ma gdzie mieszkać. W końcu piętro jest dla nich, nie będzie mi przeszkadzała... Mówił mi o tym syn, ale wiedziałam, że to pomysł synowej. Było mi przykro, że właściwie nie zapytali mnie, czy się zgadzam, tylko oznajmili swoją decyzję.


Jakoś to przełknęłam, zwłaszcza że dziewczyna jest spokojna. Ale niedawno spotkała mnie kolejna niespodzianka: synowa powiedziała o kolejnym pomyśle. Syn ma pracę, ale ona od roku jest na bezrobociu. Wymyślili, że otworzą agroturystykę, synowa tym się zajmie. Na parterze są trzy pokoje, jakbym się ograniczyła tylko do jednego, to w pozostałych mogliby nocować turyści... Od kilku dni nie śpię po nocach, myślę, co   odpowiedzieć. Jakoś sobie nie wyobrażam, żeby mi w domu panoszyli się obcy ludzie. Zgodzić się czy odmówić?

Halina (66 l.)

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje