Mówią, że jestem naiwna...

Zawsze kochałam na zabój. Całkowicie angażowałam się w każdy związek. Uważałam, że miłość to poświęcenie i oddanie się drugiej osobie. I za każdym razem obrywałam za to po głowie.

Jestem atrakcyjną kobietą, wobec czego mój partner urządzał mi seanse zazdrości. Słyszałam, że jestem puszczalska, musiałam się meldować i spowiadać z każdego wyjścia z domu. I robiłam to. Najpierw myślałam, że on mnie tak bardzo kocha. Potem ulegałam dla świętego spokoju. Ale im bardziej starałam się spełniać jego wymagania, tym bardziej mną pomiatał. Podobnie było w dwóch kolejnych przypadkach. Za każdym razem myślałam, że będzie inaczej. Na początku słyszałam komplementy, a potem znów stawałam się służebnicą swojego pana.

Reklama


Od roku jestem sama, wychowuję 7-letniego syna. Niedawno poznałam Jacka. Wydaje się być zauroczony mną i moim synkiem. Znów czuję, że może tym razem trafię na odpowiedniego mężczyznę. Zaopiekuje się mną i dzieckiem, będzie inaczej. Ale moja koleżanka mnie przestrzega: jak sama się nie zmienię, kolejny raz wpadnę z deszczu pod rynnę. Mówi, że powinnam pójść na terapię. A ja nie wiem, czy z mojej naiwności da się wyleczyć... Co zrobić?


Monika, 36 lat


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje