Mówią, że robię karierę przez łóżko

​Mam już dość wszystkiego. Moje dotychczasowe, spokojne i ułożone życie, sypie się w gruzy a mnie stają przed oczami coraz bardziej ponure wizje.

Wszystko przez długie języki "życzliwych" mi osób. Nie spodziewałam się, że głupie plotki są aż tak bardzo bolesne i mogą wyrządzić taką krzywdę. Mam 40 lat i jestem atrakcyjną brunetką, z czego zresztą zawsze byłam dumna, bo lubię dobrze wyglądać. Uważam, że kobieta powinna dbać o siebie i o to, jak się prezentuje. Od ponad 15 lat jestem szczęśliwą mężatką. Mąż zajmuje się usługami telekomunikacyjnymi. Mamy cudowną córkę, która jest obecnie w gimnazjum. Nie mamy większych kłopotów, wiedzie się nam całkiem dobrze. No tak, w zasadzie powinnam niemal to wszystko napisać w czasie przeszłym. Teraz bowiem jestem kłębkiem nerwów i obawiam się, że to, co tak pieczołowicie pielęgnowałam, zostanie zniszczone.

Reklama

Pracuję w jednej z największych firm w naszym mieście. Przez kilka lat wypracowałam sobie solidna pozycję w sekretariacie wiceprezesa do spraw handlowych. Potrafię, jak to się często mówi, "ogarnąć" kilkanaście spraw jednocześnie, co w takim miejscu jest w zasadzie niezbędną umiejętnością. szef mi ufa i powierza coraz bardziej odpowiedzialne zadania - już nie tylko zamawiam bilety lotnicze czy pilnuję kalendarza spotkań. Zdarza się także, że przygotowuję materiały na ważne spotkania z nowymi kontrahentami i od mojej wiedzy potrafi nawet zależeć los ewentualnego kontraktu.

Szef, żonaty i dzieciaty mężczyzna, zawsze zachowywał się wobec mnie z dystansem i szarmancko. Nigdy nie usłyszałam żadnej niestosownej uwagi czy aluzji. No może raz, na ostatnim spotkaniu integracyjnym, kiedy w żartach powiedział, że zazdrości mojemu mężowi "takiej bogini w domu". Nie powiem, zrobiło mi się nawet miło. Jednak moja koleżanka z sekretariatu uznała, że być może zaufanie i uznanie prezesa wynika nie tylko z mojego doświadczenia ale z czegoś więcej. Z zazdrości, tak teraz sądzę, zaczęła mówić coraz głośniej o tym, że moje "nadgodziny" to efekt tajemnego związku z szefem a mój "wyzywający i seksowny", jak to ponoć powiedziała, wygląd jest tego najlepszym dowodem.

Sprawa przybrała poważny obrót. Postanowiłam działać i powiedziałam co myślę o tych bredniach. To jedynie rozpętało cichą wojnę, bowiem biuro podzieliło się na dwa obozy. Jestem załamana, że to właśnie ja stałam się bohaterką tej ponurej historii. Tym bardziej, że nie mam sobie nic do zarzucenia. Kocham męża i brakuje jeszcze tylko tego, by te plotki dotarły także do niego, choć wiem, że nie uwierzyłby w to wszystko. Zbliżają się targi branżowe w Berlinie. Prezes pewnie będzie chciał, bym pojechała tam wraz z nim. Przyznam, że nie wiem, jak mam postąpić. Czy iść z tą sprawą do szefa i zażądać natychmiastowego ucięcia głupich domysłów, co może spowodować trudne do przewidzenia konsekwencje (jeśli ktoś zostałby zwolniony, byłabym na zawsze "czarną owcą"), czy próbować jeszcze rozmawiać i wyjaśniać "pomyłkę"? A może po prostu robić swoje i przeczekać? Nie wiem tylko czy potrafię. Przyszło mi już nawet do głowy, by rzucić pracę i znaleźć sobie coś innego. Co mam robić?

Karolina, 40 lat


 

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: kariera | seks | praca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje