Nie będę więcej uczciwy. To się nie opłaca...

Mamo, zobacz, co znalazłem na ulicy! - 12-letni syn Igor wpadł do domu jak bomba.

Igor sięgnął do plecaka i wyjął z niego... portfel! Duży, skórzany, raczej męski. 

Reklama

- Ooo! - aż jęknął, gdy go otworzył i zobaczył kilka setek. - Ale kasy! Ile to by można za to fajnych rzeczy kupić... - był podekscytowany.

- Zaraz, zaraz, synku, to nie są twoje pieniądze. Trzeba znaleźć właściciela i mu to oddać - powiedziałam zdecydowanie. - Zobacz, są też dokumenty.. - wyjęłam z portfela dowód osobisty.  - Jest nazwisko i adres... A w ogóle to gdzie znalazłeś ten portfel?

- Leżał przy kiosku, na chodniku, tak trochę pod murkiem - wyjaśnił. - Muszę go oddawać? Nie mogę sobie chociaż jednej setki wziąć? - dopytywał się.

- Nie kochanie, to byłaby kradzież. Pójdziemy do tego pana i oddamy mu portfel. Wiem, gdzie jest ta ulica, to niedaleko. Wiesz, Igor, zwykle w takich przypadkach znalazca dostaje tzw. znaleźne, czyli jakąś niedużą sumę jako podziękowanie za zwrot zguby - dodałam.

- Byłoby fajnie! - Igor trochę się rozchmurzył.

Po kilkunastu minutach już staliśmy pod domem właściciela portfela. Zadzwoniłam, drzwi otworzył mężczyzna, którego od razu rozpoznałam ze zdjęcia w dowodzie.

- Dzień dobry - przywitałam się. - Pan chyba zgubił portfel, a mój syn znalazł go na ulicy... - wyciągnęłam rękę ze zgubą.

Mężczyznach chwycił portfel, otworzył go i jego twarz wykrzywił brzydki grymas.

- Ale tu więcej kasy było! - krzyknął i spojrzał niechętnie na Igora. - Chyba już coś sobie mały skubnąłeś, co?

- Nic nie wziąłem! - Igor poczerwieniał ze złości i upokorzenia.

- Mój syn nie jest złodziejem, jak pan może go oskarżać!-  zdenerwowałam się. - Nie dość, że przynieśliśmy wszystko do rąk własnych, to... - nie dokończyłam, bo mężczyzna zatrzasnął nam drzwi przed nosem.

- Niepotrzebnie mi kazałaś tu przyjść! - Igor był wściekły i rozżalony. 

- Następnym razem, jak coś takiego znajdę, nie będę frajerem, pieniądze sobie wezmę, a resztę wyrzucę do kosza!

- Synku, przykro mi, ten pan to faktycznie gbur i cham, ale nie wszyscy są tacy... - zaczęłam. - Uczciwi ludzie oddają zguby, nie można inaczej...

- A właśnie że można! Nie chcę być uczciwy, bo to się nie opłaca! - fuknął.

Cóż, Igor to jeszcze dziecko, rozumiem, że jest rozżalony, bo został potraktowany niesprawiedliwie i po chamsku. Ale jak mam teraz mu wytłumaczyć, że nie można zważać na takich ludzi jak właściciel portfela i nadal samemu być uczciwym? Czy to niefortunne zdarzenie nie zaważy na jego postępowaniu w przyszłości?

Żaneta Dworak z Kalisza

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje