Nie macie kasy na prezent? Pożyczcie!

– Ona chce dostać jakiś wypasiony smartfon – zwierzyłam się mężowi wieczorem. – Jak ona może wymyślać takie rzeczy, przecież wie, że nie mamy pieniędzy.

- Aniu, pod choinka będą czekały na was jakieś drobiazgi - zagadnęłam 14-letnia córkę. -  Bartek chce łyżwy, a ty?

Reklama

- Nowy telefon! - oczy córki rozbłysły. - Duży, wypasiony  iPhone.

- A ile taki iPhone kosztuje?

- Myślę, że w tysiaku się zmieścicie... 

- W ilu? - zdumiona popatrzyłam na Anię. - Tysiąc złotych przeznaczyłam na całe święta, nie na jeden prezent!

- No tak. Nas nigdy na nic nie stać! Nie możecie wziąć pożyczki z tych, co je reklamują w telewizji? Chciałabym choć raz w życiu mieć coś fajnego, porządnego, a nie tylko jakieś odpady po kimś... - była wyraźnie rozżalona.

- Napisz, jaki  telefon byś chciała - zmiękłam na widok jej smutnej buzi. - Może coś z tatą wymyślimy, może jakiś trochę starszy model będzie tańszy...

-  Chcę ten albo żaden! Zresztą, możecie wszyscy się złożyć!

- Dziecko, babcia i ciocia mają małe emerytury. Nawet nie wypada im proponować, żeby się dokładały do czegoś tak kosztownego!

- Nie, to nie! - obruszyła się  i zamknęła w swoim pokoju.

- Ona chce dostać jakiś wypasiony smartfon - zwierzyłam się mężowi wieczorem. - Jak ona może wymyślać takie rzeczy, przecież wie, że nie mamy pieniędzy.

- Młoda i głupia. Marzy o gadżecie, co zrobić...

- Sugerowała, żebyśmy wzięli pożyczkę - obruszyłam się. - Absurdalny pomysł.

- Bo ja wiem...

- Spłacanie po 50 złotych miesięcznie przez dwa lata, żeby dziecko miało zabawkę to bezsensowne obciążenie dla naszego budżetu - zirytowałam się. - Nie ma o czym mówić!

Przez kilka dni zastanawiałam się, jak to rozwiązać. W końcu wymyśliłam:

- Odłożymy dla ciebie pieniądze, które wydalibyśmy na prezent - zaproponowałam Ani. - Będziemy dokładać do nich z twojego kieszonkowego co miesiąc tyle, ile sama zdecydujesz. Do tego dojdzie kasa na imieniny i urodziny i...

- Już za rok będę mogła dostać mój wymarzony telefon, który przez ten czas stanie się złomem? - wyrzuciła z siebie moja córka i poszła do siebie.

- Myślałam, że to dobry pomysł - przy mężu nie kryłam łez.

- Bo jest dobry. Tylko ona jest niecierpliwa. Zależy jej na tym, żeby już natychmiast bawić się nową zabawką. Móc się pochwalić koleżankom w 

szkole. Nie wiesz jakie są dzieciaki? Weźmy może tę pożyczkę. To przecież dobre dziecko, grzeczna jest, uczy się...

- Ja nie uważam, że nie zasłużyła, tylko nas nie stać!

Stanęło na tym, że ja mam podjąć decyzję. Widzę, że mój mąż się łamie. Ania to czuje i robi do niego słodkie oczy w sprawie prezentu. A ja jestem rozdarta. Chciałabym mojej córce nieba przychylić, ale nie stać nas ani na taki telefon, ani na kredyt. Sama już nie wiem, czy powinnam być taka rozsądna. A może zaryzykować stabilność domowego budżetu, żeby uszczęśliwić córkę?

Teresa D. z Augustowa

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje