Nie podjadaj, tylko się ruszaj

Co robisz, Danielko? – spytałam moją 13-letnią córkę, gdy zaraz po obiedzie zamknęła się w swoim pokoju. Gdy otworzyłam drzwi, upychała paczkę ciastek pod oparcie kanapy.

- Kochanie, umówiłyśmy się przecież, że słodycze jesz tylko w niedzielę.

Reklama

- Musiałam... musiałam choć kilka - wyjaśniła zawstydzona.

Odebrałam jej ciastka, choć źle się z tym czułam,  i poszłam schować w kuchni.

Starałam się ograniczyć słodycze córce, bo zauważyłam, że d kilku miesięcy wyrasta z ubrań zupełnie inaczej niż kiedyś. Wcześniej bluzki i spodnie robiły się na nią za krótkie i trochę za ciasne, od jakiegoś czasu na długość były nadal dobre, ale na szerokość już nie. Na początku myślałam, że może zmienia figurę na bardziej kobiecą, ale to nie było to. Skończyła z dziecięcymi zabawami, skakaniem w gumę, bieganiem po podwórku.

- Czemu nie idziesz na dwór? - pytałam po obiedzie. - Nie spotykasz się z dziewczynkami?

- Nie. One siedzą przy komputerze - wzruszała ramionami i pakowała się przed telewizor z pucharkiem lodów, batonikami albo ciastkami. Nic dziwnego, że zaczęła zbierać tłuszczyk. 

Na dobre przeraziłam się, kiedy zawołano mnie do szkoły i dowiedziałam się, że Danielka dostaje zadyszki w czasie biegów i nie ma siły skakać. W ciągu roku stała się nieruchawą kluchą. Postanowiłam to zmienić.

Koleżanki w pracy proponowały dla niej basen albo zajęcia taneczne. Ale nie było mnie na nie stać.

- Żaden chłopak cię nie zechce, jak będziesz tylko siedzieć i jeść - niewprawnie próbował ją zmotywować ojciec.

- I tak nikt mnie nigdy nie chciał - wzruszyła ramionami córka.

Zatkało mnie. To mi nie przyszło do głowy. Zaczęłam wypytywać małą, co miała na myśli.

- Chłopcy zaczepiają dziewczynki, ale mnie nigdy. Ale to nieważne. To mnie nic nie obchodzi - stwierdziła.

Ale ja nie byłam pewna, czy naprawdę. 

- Wiesz, kochanie - postanowiłam rozmawiać z nią jak z prawie dorosłą. - Musisz się więcej ruszać. Będziesz się lepiej czuła, na wuefie nie będą się ciebie czepiać, będzie ci łatwiej. Ja też muszę się za siebie wziąć. Ustalmy, że co drugi dzień idziemy na godzinny spacer, dobrze?

- Jak chcesz, to sobie chodź - odparła zdecydowanie Daniela. - Ja nie mam zamiaru. Zresztą mam dużo nauki.

No i chowała się w pokoju twierdząc, że musi coś przeczytać albo napisać, a kiedy tam wchodziłam najczęściej zastawałam ją wcinającą coś słodkiego. Nie pomogło chowanie słodyczy ani ograniczenie kieszonkowego, żeby nie kupowała batoników i czekolad. Nie wiem, co robić. Boję się, że moja córka zniszczy sobie zdrowie, a im starsza będzie, tym trudniej jej będzie walczyć z nadwagą.

Hanna Piasecka z Nowej Rudy

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje