Obiecałeś? To dotrzymaj słowa

​Coś się musiało stać - nerwowo szukałam kluczy w torebce.

Wróciliśmy z mężem z urodzin mojej mamy o wiele wcześniej niż planowaliśmy. A to dlatego, że nasz 14-letni Patryk się nie zjawił. Miał przyjść z kwiatami od razu po treningu i... nie przyszedł. Telefonu też nie odbierał. Mąż otworzył drzwi i od razu usłyszeliśmy, że syn jest w domu. Cały i zdrowy. Ziewając stanął w przedpokoju.

Reklama

- Co na obiad? - spytał jak gdyby nigdy nic. 

Aż mnie zatchnęło. 

- Tym razem przesadziłeś! - warknęłam na niego. - Jak mogłeś?! 

- Ale co? - wyraźnie się zdziwił.

- Jak to co? Przecież urodziny babci! Od tygodnia codziennie ci o tym przypominamy. Rano obiecałeś kupić kwiaty i przyjść po treningu, a ty co?

Syn stropił się wyraźnie.

- Bo ja... zapomniałem. Może lepiej do niej zadzwonię?

- A zadzwoń! Przeproś i jutro po szkole leć z kwiatami!

Poszedł. Ale przypomniałam mu o babci rano i jeszcze dzwoniłam jak kończył lekcje. Twierdził, że pamięta i przecież obiecał, ale jestem prawie pewna, że znów by nie dotrzymał słowa. 

Patryk zawsze był niesłowny. Obiecywał, że posprząta, nie robił tego. Że wyniesie śmieci i potykałam się o worek przy drzwiach. Że będzie o 20.00, nigdy nie był na czas. Uchodziło mu to na sucho, bo potrafi być przymilny, zawsze jakoś z uśmiechem się usprawiedliwił, wykręcił. Pewnie nie powinniśmy tego tolerować od małego... No ale już przepadło. Teraz syn nie dotrzymuje słowa w poważnych sprawach. Miał nauczyć się do sprawdzianu, nie zrobił tego, bo... zapomniał. Umówił się z mężem na zakupy sportowych ubrań, jemu samemu przecież na tym zależało, ale nie przyszedł. Telefonu nie odbierał. Kiedy mąż wrócił do domu, Patryk spał w najlepsze.

- Synu, trzeba dotrzymywać słowa, nie może być tak, że nigdy nie można na ciebie liczyć. Gdzie ty masz głowę, że wciąż o wszystkim zapominasz? Masz to wszystko gdzieś?

- Nie, no coś ty, mamo - westchnął. - Tak mi po prostu wciąż coś... umyka.

- No to nie wiem, nastawiaj sobie w telefonie alarmy? Zapisuj, co obiecałeś? Bo to jest nie do wytrzymania!

Od tej rozmowy, kolejnej zresztą, minęło kilka dni. W postępowaniu syna nie widzę żadnej zmiany. Miał pomóc ojcu przy samochodzie, nie pomógł, bo poszedł grać z chłopaki w piłkę. O tym, że mu pomoc obiecał, oczywiście zapomniał.

Ja już sama nie wiem, czy on naprawdę tak o niczym nie pamięta, czy po prostu tak mu wygodnie? I jak go przekonać, że żyje między ludźmi i nie może się zachowywać tak jak do tej pory. Że najwyższy czas dorosnąć i brać odpowiedzialność za swoje słowa. Bo teraz wygląda na to, że nie liczy się z nikim...

Magdalena Barańska z Tarnogrodu

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje