Obozowa ofiara losu

Ucieszyłam się, gdy mój 11-letni syn oznajmił, że w czasie ferii chce jechać na obóz w górach. Organizował go pan od wuefu. Z klasy Maćka miało pojechać 15 osób.

- Nauczę się jeździć na nartach. Będzie super - mówił z entuzjazmem syn.

Reklama

Bardzo mi zależało, żeby trochę się rozruszał. Kiedyś uwielbiał chodzić na basen, lodowisko,  teraz najchętniej nie wychodziłby z domu i siedział przed komputerem.

Wyposażony więc w nowe sportowe ciuchy i kieszonkowe, Maciek radosny jak skowronek wyruszył na podbój gór. Trochę się martwiłam, że rzadko wysyłał esemesy i zdawkowo odpowiadał na pytania, kiedy dzwoniłam.

- Jeździłeś na nartach? Mieliście dyskotekę? Fajnie jest? - pytałam.

- No. Może być - odpowiadał.

I tyle. Po rozmowie.

- Na pewno woli bawić się z rówieśnikami niż rozmawiać z matką. Wróci, to wszystko nam opowie - pocieszała mnie mama.

Uspokoiłam się. W dobrym nastroju czekałam na powrót Maćka. Kiedy go zobaczyłam, od razu wyczułam, że coś jest nie tak. Wysiadł z autokaru, z nikim się nie żegnał, podszedł do mnie z ponurą miną. Nic nie mogłam z niego wydusić. Powiedział tylko, że było fajnie. Milczał, zamknął się w pokoju...

 - Mamo, coś źle się czuję. Boli mnie brzuch i mam dreszcze - powiedział następnego dnia rano. 

Miałam wrażenie, że po prostu nie chciał iść do szkoły. Zgodziłam się, żeby tego dnia został w domu. Kiedy szłam do pracy wstąpiłam do szkoły powiedzieć o nieobecności Maćka i przy okazji porozmawiałam z wuefistą.

- Wydaje mi się, że syn wrócił z obozu przygnębiony. Czy coś się stało? - spytałam.

- Nie zauważyłem nic niepokojącego. Maciek nie bardzo radził sobie z jazdą na nartach, ale nie on jeden... - powiedział.

Ale gdy wychodziłam ze szkoły, spotkałam dwie dziewczynki z klasy Maćka. Od słowa do słowa... Okazało się, że syn miał wiele "przygód". Naraził się już w autokarze. Nie chciał ustąpić miejsca koledze, najsilniejszemu z klasy. Chłopak wypchnął go z miejsca przy oknie.

- Śmiali się z niego - mówiła jedna z dziewczynek. - Maciek usiadł gdzie indziej.

 Postanowiłam porozmawiać z synem. Nie wspomniałam o historii w autobusie, ale podpytałam, jak mu się jeździło na nartach.

- Nie jeździło... - powiedział w końcu. - Nie podobało mi się. Ciągle się przewracałem. Wszyscy się śmiali. A jak już mi się udało zjechać, to się nabijali, że pługiem to jeżdżą 5-latki...

- Każdy na początku się przewraca... - próbowałam go pocieszyć.

- Nie każdy - odburknął poirytowany.

- No, a łyżwy? Przecież nieraz jeździłeś z tatą. Mówił, że świetnie sobie radzisz - ciągnęłam.

- Tylko tata tak gada. A na łyżwy nie chodziliśmy, bo wszyscy woleli narty - usłyszałam.

Maciuś się trochę "rozgadał". Powiedział, że wieczorem się nudził. Nie chciał grać w karty, bo chłopaki grali na pieniądze... A on szybko przegrał prawie całe kieszonkowe. Na dyskoteki chodził, ale nie tańczył.

- Kto z taką ofermą będzie tańczył... - mówił zrezygnowany.

Już wiedziałam, że Maciek na wyjeździe nie zgrał się z grupą i źle się tam czuł.

- To dlatego następnego dnia nie chciałeś iść do szkoły? Nie chciałeś spotkać tych, którzy ci dokuczali... - spytałam go.

- No, tak - przyznał cicho.

- Ale nie możesz nie chodzić do szkoły! Chowanie głowy w piasek, to zła metoda. Pokaż, że też coś potrafisz - tłumaczyłam.

Wieczorem rozmawiałam z mężem i zapowiedziałam, że pójdę do wychowawcy.

- Sam sobie winien, że wyszedł na ofermę. Powinien się bardziej postarać, postawić się, jak było trzeba. A ty nie chodź tam, bo zaczną się wyjaśniania. To tylko mu zaszkodzi. Będę się z niego śmiać, że poskarżył się mamusi - radził. - A kiedy pokaże, jak świetnie jeździ na łyżwach, przejdzie parę poziomów w grze komputerowej wyżej niż inni, to zapomną o nieszczęsnych nartach.

Następnego dnia Maciek poszedł do szkoły. Kiedy wrócił, spytałam jak było.

- Dali mi na pamiątkę powiększone zdjęcie, jak leżę na stoku... - wyjął i pokazał mi je.

Nie mogę tego tak zostawić. Przecież musi chodzić do szkoły, nie może unikać kolegów. Tylko nie wiem, co robić. Jak mu pomóc, co doradzić, by nabrał pewności siebie i udowodnił, że nie jest jakimś nieudacznikiem?

 

Kinga  J. z Płocka

 

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 9 (w sprzedaży od 27 lutego 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Zdjęcie: B&W, osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.                                                                

 

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: oferma

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje