Ona się bawiła, ja się bałam

– Dominisiu, wszystko w porządku? – byłam uszczęśliwiona, że ją widzę, że nic się jej nie stało. I wściekła, że to zrobiła!

- Nie! - warknęła. - Jak mi nie będziecie dawać żyć, to znowu to zrobię! - krzyknęła i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. 

Reklama

Z moją 15-letnią córką nie było większych problemów. Do tego roku. Dominika przestała się uczyć. Na półrocze miała dwie jedynki, a w drugim semestrze jasne było, że nie ma szans na poprawę.

- Dosyć tego! - postanowił mój mąż. - Dopóki nie poprawisz ocen, koniec spotkań z koleżankami.

- Ale tato! W sobotę jest impreza u Eli...

- Nic z tego! Koniec też z kieszonkowym!

- Jesteście potworami! - krzyknęła córka.

- Wszystko będzie jak dawniej, jak tylko poprawisz stopnie, kochanie - pocieszałam ją.

- Nienawidzę was! - tylko tyle usłyszeliśmy.

Było mi szkoda Dominiki, ale zgodziłam się z mężem, że jeśli po dobroci nic nie osiągnęliśmy, to trzeba sięgnąć po drastyczniejsze środki.

Następnego dnia mąż pojechał w delegację. A Dominika... nie wróciła do domu. Dzwoniłam do niej cały wieczór, ale nie odbierała. Obdzwoniłam mamy jej koleżanek.

- Dziewczynki pojechały do Krakowa - poinformowała mnie mama Arlety.

- Jak to do Krakowa? 

- Na wycieczkę, ze szkoły.  Arletka o niej mówiła. 

- Ale ie było żadnej wycieczki w planach. Mówiliby przecież na zebraniu.

- Nie wiem, nie chodzę na zebrania -- stwierdziła mama Arlety. - W każdym razie córka dzwoniła z Krakowa. Wrócą pojutrze.

- Dzwonię na policję! - jęknęłam przerażona.

Ale mama Arlety zaczęła mnie błagać, żeby nie zawiadamiać policji. Że dziewczynki będą miały przez to tylko kłopoty. Mogą trafić do poprawczaka i znienawidzą nas za to wszystko.  Dałam się zagadać. Pomyślałam, że jakbym nasłała na Dominikę mundurowych, to by pewnie już nigdy się do mnie słowem nie odezwała. W pierwszej chwili odetchnęłam, że wiem gdzie jest, że nic się jej nie stało. Potem jednak  zaczęłam się zastanawiać, gdzie dziewczynki śpią, co robią, czy na pewno nic im nie grozi? Zadzwoniłam znowu do mamy Arlety, ale nie znalazłam zrozumienia. 

- Nic im nie jest, przyparłam Arletę do muru. Pójdą spać do mojej siostry. Poprosiłam, żeby miała na nie oko. Proszę się nie martwić.

Uspokoiłam się nieco, ale całą noc nie zmrużyłam oka, bo Dominika nawet do mnie nie oddzwoniła. Układałam sobie przemowę do córki. Obiecywałam sobie, że nie będę na nią krzyczeć, że tylko wytłumaczę jej jak bardzo się bałam, jak straszne były te dni bez niej. A ona wróciła po dwóch dniach i wykrzyczała mi, że znów to zrobi! Była blada i chyba czuć było od niej alkohol. Czuję się zupełnie bezradna w tej sytuacji. Ona musi zrozumieć, że zrobiła źle. Musi się zacząć uczyć. Jak przemówić do Dominiki? A może to, że nie zawiadomiłam męża i policji to był błąd?

Ewa T. z Częstochowy

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 22 (w sprzedaży od 29 maja 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Zdjęcie: East News, osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje