Po co ci ta operacja?

Odstające uszka po raz pierwszy stały się problemem dla Anetki, kiedy poszła do przedszkola.

Któregoś dnia córeczka z przedszkola wróciła z niego z płaczem:

Reklama

- Przezywają mnie uszatek - płakała.

Pocieszałam ją jak mogłam tłumacząc, że dzieciaki zawsze znajdą powód, by się z kogoś naśmiewać, a ona jest śliczna i uszy ma całkiem normalne. Z czasem przestała o tym mówić, ale kiedy podrosła zauważyłam, że wybiera fryzury przykrywające uszy.

- O rany, te moje odstające uszy, nawet nie mogę uczesać się w kitkę - usłyszałam jak mówiła do siebie stojąc przed lustrem.

Nie wtrąciłam się. Uznałam, że moje zdanie w tej sprawie w opinii córki się nie liczy.

Mijały lata. Wydawało mi się, że temat anetkowych uszu przycichł. Aż tu nagle, tuż przed swoimi siedemnastymi urodzinami moja córka z roziskrzonymi oczami dopadła do mnie:

- Mamo! Już wiem, co chcę na urodziny. Wymyśliłam, że będzie to prezent również na następne. Zresztą tak mi zależy, że to może być za wszystkie prezenty przez cały rok!

Popatrzyłam na nią zdumiona.

- O czym ty mówisz, dziecko?

- Nie chcę osiemnastkowej imprezy w knajpie, niczego nie chcę. Chodzi mi tylko o uszy... - mówiła podekscytowana.

- Co?- zdziwiłam się.

- Och, z telewizji dowiedziałam się o fajnej klinice i oni tam cuda robią! Błagam cię, zrobię wszystko, co będziesz chciała, będę sprzątać bez gadania, robić zakupy, maturę zdam na samych szóstkach, obiecuję. Tylko zgódź się! - jęczała.

- Ale na co ja mam się zgodzić?

- No, na operację uszu - wydusiła z siebie.

- Co też ci do głowy przyszło? - zdziwiłam się.

- Przyszło? Jak to przyszło... - wybuchnęła Anetka. - To największe nieszczęście mojego życia! Odkąd pamiętam wszyscy się ze mnie z tego powodu śmiali! Myślisz, że dlaczego nigdy nie miałam chłopaka? Kto by chciał dziewczynę, co ma takie radary! Dlaczego ty nic nie rozumiesz? - rozżaliła się i zamknęła w swoim pokoju.

Zaskoczyła mnie tym wybuchem. Nie miałam pojęcia, że to dla niej takie ważne, że cały czas ją to tak martwi!

- Córeczko - zaczęłam. - Twoje uszy są zupełnie normalne. Nikt poza tobą nie zwracana nie uwagi.

- Tak? To dlaczego jestem sama?! - krzyknęła.

- Ale to na pewno nie z powodu twoich uszu. Widać na miłość musisz poczekać... - próbowałam ją uspokoić.

- Mamo, ty nic nie rozumiesz! Uszy, to największa tragedia mojego życia. Oddam ci całą kasę, kiedy tylko zacznę zarabiać! - zmieniła ton na błagalny.

Rozmowa skończyła się na tym, że obiecałam jej, że przemyślę to. Wieczorem obgadałam problem z moją przyjaciółką.

- Wyślij ją do psychologa, a nie do chirurga. Aneta czuje się inna i brzydka, a wcale taka nie jest. To nie kwestia operacji. Zobaczysz, jak się zgodzisz na jedną, to za nią pójdą inne! Wymyśli sobie, że ma nie taki nos, za mały albo za duży biust. I to nigdy się nie skończy! - radziła.

- A mnie się wydaje, że to wszystko to fanaberie nastolatki i za chwilę jej przejdą - dołączył do dyskusji mąż, który nie najlepiej znosi wahania nastrojów Anetki.

No i mam problem. Chcę, żeby moja dziewczynka była szczęśliwa. Nie uważam, żeby ta operacja była jej potrzeba. Z drugiej jednak strony jeśli miałaby dodać córce pewności siebie, sprawić, że poczułaby się ładniejsza, to może warto? Ale co jeżeli przyjaciółka ma rację i to dopiero początek? A problem leży w psychice...? Chciałabym pomóc mojemu dziecku, a mam mętlik w głowie.

Ewelina G. z Gorzowa Wlkp.

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 6 (w sprzedaży od 6 lutego 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne  

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: córka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje