Po co ona tam chodzi?

​- Co dziś robiłyście? - spytałam moją 15-letnią Andżelikę po powrocie do domu.

- Byłyśmy w galerii.

Reklama

- Któraś z koleżanek robiła zakupy?

- Nie - Andżelika pokręciła głową.

- To co tam robiłyście?

- No... oglądałyśmy. Przymierzałyśmy...

- Cały dzień? - zdziwiłam się. - I nic więcej? Poszłybyście do parku, nad wodę, pojeździły na rowerze...

Andżelika wzruszyła ramionami. 

- Mamy na to całe wakacje. A na rowerach to dzieciaki jeżdżą - prychnęła i usiadła przed telewizorem.

Miałam wyrzuty sumienia. Choć ciężko z mężem pracujemy, nie przelewa nam się i na żaden obóz dla Andżeliki nie było nas stać. A rodziny, do której moglibyśmy posłać córkę, nie mamy. Nie pozostało jej zatem nic innego jak zostać w domu. Na szczęście okazało się, że nie tylko my jesteśmy w tej sytuacji i kilka koleżanek Andżeliki też większość wakacji spędzi w mieście. 

- Tu też jest co robić - pocieszał córkę mąż. - Możecie chodzić do klubu sportowego, w czasie wakacji dużo się tam dzieje. Co jakiś czas wysupłamy parę groszy na kino, basen... Są też koncerty w parku.

- Daj spokój, tato - roześmiała się Andzia. - Na pewno nie będziemy się nudzić!

Jej dobry humor nieco nas pocieszył. Ale po trzech tygodniach zaczęłam się trochę niepokoić. Z tego co mówiła córka wynikało, że wraz z koleżankami całe dnie spędzają w galerii handlowej w centrum. Czy naprawdę codziennie snują się od jednego sklepu do drugiego i nic nie kupują? Nie mogłam tego zrozumieć.

- To mi się w głowie nie mieści - opowiedziałam wszystko przyjaciółce.

- Poczekaj. Przynosi do domu nowe ciuchy? Kosmetyki? - rzeczowo spytała Teresa.

- Nie... chociaż... czasem , jakieś drobiazgi.

- Coś drogiego?

- Nie wiem, ale co ty sugerujesz? - spytałam zduszonym głosem.

- Nie słyszałaś o galeriankach?

- O kim?

- No o takich młodych dziewczynach jak twoja Andzia, które w zamian za ciuchy, perfumy i inne prezenty chodzą ze starszymi facetami i...

- Przestań! Co też ty mówisz?! 

- Tylko ostrzegam. Skoro nie przynosi drogich prezentów to zapewne nic się jeszcze złego nie stało. Ale warto mieć oczy i uszy otwarte.

Nie powiem, żeby mnie ta rozmowa uspokoiła. Nie wierzę, żeby moja piętnastolatka robiła coś takiego. Na pewno nie. To jeszcze dzieciak przecież. Ale uważam, że szkoda wakacji na siedzenie całymi dniami w galerii, chodzenie po sklepach. Dziewczynki mogłyby robić mnóstwo innych interesujących rzeczy. Ale kiedy o tym z mężem napominamy, córka nie chce nas słuchać. Nie mam pomysłu jak jej przemówić do rozumu. Mąż proponuje, żeby zabronić jej spotkań z koleżankami, ale moim zdaniem nie tędy droga, zresztą przecież nie będziemy Andżeliki zamykać w domu, wychodząc... Sama musi zrozumieć, że robi błąd. Ale obawiam się, że bez naszej pomocy, tego nie zrobi...?

Dorota M. z Łodzi

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 30 (w sprzedaży od 24 lipca 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje