Po co się uczyć? Będę modelką!

Wracałam zła z zebrania w szkole mojej 15-letniej córki. Od początku roku opuściła się w nauce i wielu nauczycieli na nią narzekało. Weszłam do domu, zastanawiając się, jak przemówić do rozsądku mojej pannicy i zatkało mnie.

Helenka, wymalowana jak na imprezę karnawałową i ubrana w moje najlepsze buty na obcasie chodziła po dużym pokoju. Muzyka grzmiała, a ona przeginała się i wyginała jak modelki na wybiegu.

Reklama

- Co ty robisz? Masz jutro dwie klasówki, nie powinnaś się uczyć? - wyłączyłam muzykę.

- Klasówki-srówki - mruknęła i ruszyła do swojego pokoju.

- Musimy porozmawiać! - wygarnęłam jej, co usłyszałam od nauczycielek i powiedziałam,
że ma  poprawić stopnie.

- Ale ja w przyszłym tygodniu mam pokaz mody w szkole! Zresztą, tylko lekcje i lekcje! Jak zostanę sławną modelką to wykształcenie nie będzie się liczyć.

- Jak się nie będziesz uczyć, to nikim nie zostaniesz!

- Nieprawda! Jestem przecież zgrabna i mam przezroczystą twarz, to się liczy!

- Co masz? - zdumiałam się.

- Chodzi o to - wyjaśniła mi z rumieńcami - że modelka nie może przesłaniać kreacji, którą prezentuje. To ważne. Tak powiedzieli w agencji.

- Gdzie? - przeraziłam się.

- W agencji modelek. Zaniosłam im swoje portfolio. Profesjonalne - pochwaliła się i przyniosła album ze swoimi zdjęciami. Niektóre były całkiem ładne, niektóre dziwne bardzo, straszne było to, że na żadnym nie rozpoznałabym swojej córki. Makijaż kompletnie ją zmieniał.

- Skąd to masz? Jakim cudem? I jakim prawem to od ciebie przyjęli, jesteś niepełnoletnia! - zasypałam ją pytaniami.

- To droga impreza, więc wydałam pieniądze z urodzin, a resztę dostałam od babci. Ona przynajmniej rozumie moje marzenia. A w agencji przyjęli portfolio bez problemu. Ty będziesz musiała podpisać zgodę dopiero wtedy, kiedy będą mnie chcieli gdzieś zatrudnić.

- Wybij to sobie z głowy! - zapowiedziałam i wygoniłam córkę, by się zajęła książkami.

Zastanawiałam się, jak na nią wpłynąć. Odkąd Helena nabiła sobie głowę bzdurami o słynnych młodocianych modelkach, za nic ma szkołę, nas i swoją przyszłość. Na dodatek wciąż ogląda się przed lustrem i twierdzi, że jest niewystarczająco chuda. Z łaską zjada wieczorem kilka liści sałaty, o pieczywie czy mięsie nie ma mowy.

Nie wiem, jak do niej trafić. Dałam jej szlaban, ale nie mam jej jak przypilnować, bo sama wracam późno z pracy. Boję się, że jeszcze bardziej opuści się w nauce, a tym ciągłym odchudzaniem wpędzi się w chorobę.

Jak jej wytłumaczyć, by zrozumiała, że głupio postępuje?

Urszula Nowacka z Przemyśla


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje