Po co w górach takie ciuchy?

Kiedy mój 16-letni syn oświadczył, że chce pojechać na obóz w góry organizowany przez szkołę, bardzo się ucieszyłam.

- Przynajmniej będzie z opiekunami, a nie na jakimś samodzielnym wyjeździe z kolegami - mówiłam do męża.

Reklama

- No tak, ich wuefista zapewne nieźle przegoni ich po szlakach. Da im w kość tak, że żadne głupoty nie przyjdą im do głowy - odparł Marek.

Michał zabrał się za pakowanie plecaka w ostatniej chwili. Chciałam mu pomóc, ale odmówił.

- Mamo, nie jestem już dzieckiem - protestował. - Sam wiem, co mam wziąć.

Wieczorem pokaźny tobół był gotowy. Ja jednak nie odpuściłam. Michał zajęty był wpisami na facebooku. Zajrzałam do jego bagażu i oniemiałam. Spakował swoje najlepsze ubrania. Firmowe koszulki polo, markową kurtkę, która kosztowała nas majątek, nowe adidasy...

- Michał, w góry zabiera się kilka sportowych, niekoniecznie najnowszych, podkoszulków, traperki, polar - zwróciłam mu uwagę.

- Traperki spakowałem, polar założę na siebie. O co ci chodzi, mamo? Jak jadę w góry, to mam tam chodzić jak dziad? - spytał Michał.

- Nie, ale nie musisz brać najdroższych rzeczy. Wystarczy zwykła bluza, przeciwdeszczowa kurtka. Będziecie nocować w schroniskach, a nie w hotelach. Na takiej wyprawie łatwo coś rozerwać. Ubrudzić, tak że się później nie spierze... - tłumaczyłam.

- To są moje rzeczy. Zabiorę, co chcę - podniósł głos Michał.

- Co się dzieje? - wszedł do pokoju Marek.

- Michał spakował najlepsze ubrania - powiedziałam. - Zniszczy wszystko. W czym potem będzie chodził?

- Kupi się nowe. Pochowaj to, mamo, z powrotem - niecierpliwił się syn.

- Kupi się? Nie ty na to zarabiasz! - nie wytrzymał Marek.

- Wiecie co? Nie jadę! Pójdę do pracy i sam sobie kupię. Zadowoleni? - wykrzyczał Michał.

Nie chciałam awantury przed wyjazdem. Zaczęłam uspokajać męża. Wyciągnęłam go z pokoju. Za jakiś czas, sama, wróciłam do Michała. W milczeniu pakował plecak. Demonstracyjnie wyjął dwie markowe koszulki.

- Zadowolona? Coś jeszcze? - spytał.

Zrezygnowałam i dałam spokój. Ale nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Syn wyjechał. Martwię się, że wróci ze zniszczonymi ciuchami. W co będzie się później ubierał do szkoły? A może trzeba było bez gadania pozwolić mu zabrać to, co chciał? W końcu to jego rzeczy. I czy powinnam wyciągnąć jakieś konsekwencje, jeśli poniszczy ubrania?

Marlena G. z Ciechanowa

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 30 (w sprzedaży od czwartku 25 lipca br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: sprawy rodzinne | rodzina | konflikt | awantura

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje