Poczuł wiosnę i... wagaruje

Wczoraj rano zaczepiła mnie na schodach sąsiadka. - Pani Krysiu, nie chcę być wścibska… - zaczęła. - Ale jak idę rano do sklepu, to widzę od paru dni pani Karolka na ławce z kolegami. Wydaje mi się, że powinien być o tej porze w szkole, zwłaszcza że plecak ma ze sobą…

- No oczywiście, że powinien! - zdenerwowałam się. - Jest pani pewna, że to mój syn? - dopytywałam.

Reklama

- O tak, nawet dzień dobry mi mówi - uśmiechnęła się sąsiadka.

"No, pięknie - pomyślałam - Już ja z nim pogadam!"

Mój piętnastolatek rzeczywiście trochę się ostatnio rozbrykał! Na ostatniej wywiadówce wychowawczyni nie kryła niezadowolenia.

- Karol się nie uczy! Jak się nie weźmie do roboty, może mieć kłopot z przejściem do następnej klasy - straszyła. - No i nauczycielki skarżyły się, że ucieka z ostatnich lekcji! - dodała.

Wzięliśmy wtedy z mężem naszego jedynaka na rozmowę i wydawało nam się, że zrozumiał powagę sytuacji. Ale chyba się pomyliliśmy...

Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do syna.

- Gdzie jesteś? - spytałam bez wstępu.

- Eee, noo... w szkole - usłyszałam.

-                   Tak? Bo ktoś widział cię w parku...

- Oj mamo! Taka ładna pogoda, wyszedłem tylko z jednej lekcji...

- Wracaj natychmiast do szkoły! W domu pogadamy - rozzłościłam się nie na żarty.

Jak tylko wróciłam z pracy, wkroczyłam do pokoju syna. Ale nie zdążyłam nic powiedzieć, bo Karol mnie uprzedził...

- Mamo, tylko się nie denerwuj, w końcu nic się nie stało - mówił szybko. - Jest wiosna, stopnie już prawie wystawione, wszyscy uciekają z budy, nawet kujony, naprawdę szkoda czasu, tam już nic się nie dzieje, a poza tym..

- Zaraz chwileczkę - przerwałam mu. - Do końca roku jeszcze daleko, co ty gadasz za brednie! - zdenerwowałam się. - Od kiedy to wagary są sposobem na spędzanie czasu? Chodzisz do szkoły, żeby się uczyć, a nie tylko bywać na lekcjach!

- Ale o co ci chodzi, przecież zaliczę klasę... - bronił się syn.

- No naprawdę, to wspaniała wiadomość! - powiedziałam drwiąco. - A co będzie potem, w średniej szkole? Dasz sobie radę, jeśli będziesz wiedział wszystko tylko piąte przez dziesiąte, bo cię nigdy nie ma w szkole?

- Mamo, wyluzuj... - Karol najwyraźniej nadal wcale się nie przejmował.

Czy ja rzeczywiście za bardzo się przejmuję, czy przesadzam?! Boję się, że Karol nie skończy edukacji, jeśli nadal będzie tak lekko traktował swoje obowiązki. Czy jest jakiś sposób, by przekonać go do nauki, żeby nie było za późno? Mam nad nim stać, pilnować go, kontrolować? A może zaufać? Co robić? 

Krystyna Malicka z Człuchowa

 

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje