Przepraszam, że żyję...

Mam koleżankę, Kasię, którą znam jeszcze ze szkoły średniej. Jestem energiczną osobą, ona - wprost przeciwnie. Zawsze była jakaś zahukana, niepewna. W szkole nigdy nie zgłaszała się na lekcji, więc nauczyciele myśleli, że nic nie umie. W domu też była taka. Rodzice uważali ją za ślamazarę, a ona się na to godziła. Nigdy się nie sprzeciwiła.


Wyszła za mąż, ale nawet męża podsunęli jej rodzice. I to w dzisiejszych czasach! Wprawdzie twierdziła, że go kocha, ale chyba tak mówiła, żeby nikogo nie urazić. Wykorzystał jej życiową uległość. Mają dwoje dzieci. Ona zajmowała się domem, on swoim życiem. Mówiło się, że miewa inne kobiety, ale nie dało się tego Kasi przetłumaczyć.

Dziś dzieci są już dorosłe i nie mieszkają z naszej miejscowości. Jej mąż zmarł trzy lata temu na raka żołądka.

Kasia opiekuje się rodzicami, którzy mają już swoje lata i są schorowani. Ale nadal to oni kierują jej życiem. Ona nie wyobraża sobie, żeby mogło być inaczej...

Pół roku temu coś się zmieniło. Poznała mężczyznę, który przyjechał na kontrakt z firmy. Wpadła mu w oko. Całkiem się zadurzył, i to w tym wieku! Kasia też jakby trochę odżyła. Niedawno dostał propozycję pracy w Niemczech. Chce, żeby Kasia z nim pojechała. A ona, jak zwykle nie wie, co ma zrobić. A ja - co jej doradzić?! Jak zostanie - będzie zajmowała się rodzicami do końca ich życia. Ale nie poznała dobrze tego mężczyzny. Nie wiadomo, czy jak wyjedzie, znów nie wejdzie w swoją rolę szarej myszki. A on to będzie wykorzystywał. Co jej doradzić?  

Reklama

Ewa, lat 52



Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje