Prześladują mnie, bo mam każde dziecko z innym

​Wychowałam się na wsi, moi rodzice mają gospodarstwo. Ale przeniosłam się do miasta.

Na dyskotece poznałam Jacka, "miastowego" chłopaka. Wpadliśmy sobie w oko i szybko wzięliśmy ślub. Urodziła nam się córeczka. Niestety, nasze małżeństwo przetrwało tylko 2 lata. Okazało się, że Jacek jest agresywny, lubi wypić.

Reklama

Wystąpiłam więc o rozwód. Zamartwiałam się, że zostanę sama z dzieckiem, że będę musiała wrócić na wieś. Ale szczęście się do mnie uśmiechnęło. Los zesłał mi Piotra, też rozwodnika. Wydawało mi się, że tym razem to właśnie ten mężczyzna, już na całe życie. Razem z córeczką przeprowadziłam się do niego. Miałam wrażenie, że pokochał nas obie. Był czuły, troskliwy. Wkrótce zostaliśmy rodzicami, urodził nam się zdrowy, śliczny chłopiec. I gdy już mieliśmy planować z Piotrem ślub, odkryłam, że mnie zdradza! To był dla mnie cios, załamałam się. Zadręczałam się pytaniami, dlaczego mnie to spotyka? Czy może jestem skazana na samotne życie, bez mężczyzny? Bo kto mnie teraz zechce, matkę z dwójką dzieci?

Ale szczęście uśmiechnęło się do mnie po raz trzeci. Wierzę, że tym razem już na zawsze. Poznałam Krzysztofa, jesteśmy dwa lata po ślubie. Krzyś od początku mówił, że chce mieć dużą rodzinę, pokochał moje dzieci, jakby był ich ojcem. I czekał na nasze potomstwo. Gdy więc okazało się, że jestem w ciąży, dosłownie płakał ze szczęścia. Ja też...

Już myślałam, że wszystko wreszcie się ułoży. Ale znów pojawiły się problemy. Moja mama ciężko zachorowała, jest po operacji. Oboje z tatą prosili mnie, bym przeprowadziła się do nich na wieś, przynajmniej na jakiś czas. Zgodziłam się, tym bardziej, że mój mąż akurat wyjechał na kilka miesięcy do pracy, za granicę. 

Pomagam więc rodzicom, w miarę możliwości, bo, na szczęście, ciąża przebiega u mnie prawidłowo. To już piąty miesiąc. Ale, niestety, i ja, i rodzice przeżywamy trudne chwile. A tak naprawdę, głównie rodzice, bo ja jakoś sobie z tym daję radę. W czym rzecz? Otóż cała wieś wzięła mnie na języki. Wszystko przez to, że mam dwójkę dzieci, a z trzecim jestem w ciąży. A gdzie mąż, gdzie ojciec dzieci - pytają? Mówiłam, że wyjechał, ale to nic nie dało. Ludzie plotkują, że przyjechała panna z dziećmi, że w tym mieście to tylko bachorów się dorobiłam. Wyzwiska też już słyszałam, nie raz i nie dwa. 

Staram się na to nie zwracać uwagi, ale rodziców mi żal. Że muszą tego wszystkiego słuchać, tłumaczyć się. A mama tylko płacze po kątach. I błaga mnie na wszystko, bym poprosiła męża, by wrócił do kraju i przyjechał tu do nas, na wieś. Wtedy ludzie przestaną gadać. 

Rozmawiałam o tym z mężem, ale on nie chce się zgodzić. Mówi, że tam ma dobrą pracę, chce zarobić dla nas na dom. A tu, na wsi, nie widzi dla siebie miejsca. Tłumaczyłam mu, że to dla mnie bardzo ważne, by jednak wrócił, ale on nie daje się przekonać. Czy mimo wszystko, raz jeszcze go prosić, by zmienił zdanie? Czy dać sobie spokój i czekać, aż ludzie przestaną gadać? Ale oni chyba nie przestaną.

Mirka, 39 lat

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: dzieci | rodzina | matka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje