Przygarnęliśmy ją, a ona tak się nam odpłaca?

​Rok temu Czarek, mój brat poprosił mnie, bym przyjęła pod swój dach jego córkę.

Ola przyjechała do szkoły pomaturalnej w moim mieście. Bratu i jego żonie nie wiedzie się najlepiej finansowo, nie stać ich na wynajęcie dla córki mieszkania czy nawet stancji. A ja i mąż mamy jeden wolny pokój, odkąd nasza córka zamieszkała na swoim. Brat umówił się ze mną, że Ola będzie nam pomagać - w sprzątaniu, zakupach czy innych pracach. W ten sposób odwdzięczy się nam za gościnę. 

Reklama

Prawdę mówiąc, początkowo nie bardzo chciałam na to wszystko się zgodzić. Brat wiele razy żalił mi się, że z Olą były kłopoty. Źle się uczyła, wpadła w jakieś złe towarzystwo. Słowem - nie była wzorem grzecznej dziewczynki. Brać sobie na głowę takie kłopoty? Nie bardzo mi się to uśmiechało. Ale brat przekonywał, że Ola się zmieniła i na pewno żadnych problemów z nią nie będzie. Nie bardzo w to wierzyłam, ale z drugiej strony chciałam pomóc bratu, jest mi bardzo bliski. 

Ola zamieszkała u nas. I co? Szybko się okazało, że to ja miałam rację! Bratanica szybko pokazała swoje prawdziwe oblicze. Zamiast nauki, wolała spotkania z koleżankami. Były wagary, imprezy, powroty w środku nocy. O tym, by pomogła nam w domu, nawet mowy nie było. Oczywiście ja i mąż od razu ostrzegliśmy ją, że jeśli mieszka u nas, musi przestrzegać naszych zasad. Inaczej wróci do rodziców. Ola przepraszała, obiecywała poprawę. Niestety, niezbyt długo wytrwała w swoich postanowieniach. Znów więc urządziliśmy jej z mężem pogadankę. Ona znowu obiecała poprawę... I nic się nie zmieniło.

Bardzo żałuję, że przyjęliśmy bratanicę pod swój dach. Nie mam jednak pretensji do brata, tylko do siebie. Wiedziałam, w co się pakuję. Teraz zastanawiam się właściwie tylko nad jednym. Czy odesłać Olę do domu czy pozwolić jej dalej mieszkać u nas?

Celina, 52 lata


Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: córka | kłotnia | porządki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje