Rozmawiaj zamiast wrzeszczeć

Odkąd Nikola zaczęła dojrzewać, jakiś diabeł w nią wstąpił. Najpierw na wszystko reagowała płaczem, a teraz o wszystko się kłóci. Nie ma żadnych koleżanek, z nikim się nie dogaduje, w ogóle nie potrafi rozmawiać.

Już na korytarzu usłyszałam podniesiony głos mojej 13-letniej córki. Rozmawiała przez telefon z babcią, a dokładniej krzyczała na nią, że jest staromodna i sama powinna zmienić fryzjerkę. Pewnie chodziło o jej nową fryzurę. Ciężko westchnęłam. Odkąd Nikola zaczęła dojrzewać, jakiś diabeł w nią wstąpił. Najpierw na wszystko reagowała płaczem, a teraz o wszystko się kłóci. Nie ma żadnych koleżanek, z nikim się nie dogaduje, w ogóle nie potrafi rozmawiać. 

Reklama

Każde pytanie odbiera jako atak. Sąsiadka spytała ostatnio w windzie:

- Gdzie kupiłaś taką czapkę, Nikolko?

A moja córka od razu zaczęła się drzeć:

- A co? Nie podoba się? Mogę nosić to, co chcę!

Kiedy wybiegła z windy, nie wiedziałam, gdzie oczy podziać. Przeprosiłam sąsiadkę. A ta odparła:

- Ja tylko chciałam taką samą wnusi kupić... A pani serdecznie współczuję.

W szkole narzekają na Nikolę wszystkie nauczycielki.

- Pani córka jest nadpobudliwa. Powinna z nią pani iść do psychologa. Ona krzyczy nawet jak jej zadajemy pytanie na lekcji, nie da się z nią pracować...

Sama już nie wiem, co robić. Tłumaczę, że powinna rozmawiać, a nie wrzeszczeć, ale ona chyba nie ma takiej umiejętności. Nie rozumiem, skąd to się u niej wzięło, w domu rozmawiam z mężem normalnie, nikt na nikogo nie wrzeszczy... Chyba że Nikola zacznie. 

Zastanawiałam się, kiedy ona tak zareagowała po raz pierwszy... I to było chyba po tym, jak moja siostra skrytykowała jej spódniczkę. 

- Ona jest za krótka - stwierdziła. - I  masz brzydkie kolana, nie powinnaś ich pokazywać.

- Nic mnie nie obchodzi, co myślisz o moich nogach, ty... głupia babo! - wrzasnęła  moja córka i wszyscy zamarliśmy zszokowani.

- Ładnie ją wychowałaś - z przekąsem stwierdziła siostra i tak wybuchła rodzinna awantura. 

Tłumaczyłam córce, że nie powinna wszystkiego brać tak do siebie, że ludzie zadają jej pytania zupełnie niewinne. Że musi się hamować, że nie może tak naskakiwać na wszystkich, że powinna w końcu pamiętać o szacunku dla starszych. Ale ona kiwa głową, a potem robi to samo, tak jakby nie była w stanie powstrzymać wybuchu. 

Może rzeczywiście powinnam poszukać pomocy u psychologa, ale mieszkamy w małym mieście, nie chcę, żeby przylgnęła do niej łatka "psychicznej", bo wtedy nie będzie miała tu życia... Ale moje tłumaczenie nie przynosi skutku. Co mogę zrobić, żeby ją wyciszyć?

Natalia Lipińska z Andrychowa

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje