Różnice w związku – łączą czy dzielą?

Mieszkam w niewielkiej miejscowości na Podkarpaciu. Pochodzę z religijnej rodziny. Kiedy poznałam Łukasza, szybko okazało się, że w sprawie wiary mamy inne zdanie.

On jest niewierzący. Ale kochaliśmy się i chcieliśmy razem budować przyszłość. Moi rodzice nie wyobrażali sobie, żebyśmy mieli żyć na kocią łapę. Ślub cywilny nie wchodził w grę. Tylko że Łukasz na kościelny się nie zgadzał. Kłóciliśmy się o to wiele razy...
W końcu Łukasz się zgodził. Jak powiedział, robi to tylko dla mnie.

Reklama

Co prawda tak być też nie powinno, ale odetchnęłam, a i rodzice byli zadowoleni. Mówili, że może Łukasz po tym ślubie się nawróci... Dopóki nie mieliśmy dzieci, sprawa światopoglądu nie przeszkadzała nam we wspólnym życiu. Ale kiedy urodził się Franio, znów pojawił się problem. Chrzest był dla mnie sprawą oczywistą, a Łukasz mówił, że dziecko samo zdecyduje, jak dorośnie. I że on już raz uległ, a teraz nie chce. Zamiast cieszyć się dzieckiem, kłóciliśmy się. Po miesiącu on machnął ręką i ochrzciliśmy syna... A po pięciu latach Łukasz zginął w wypadku... Nie mogłam się pozbierać przez lata, popadłam w depresję.

Gdy powróciłam do równowagi, myślałam, że już nic dobrego mnie w życiu nie spotka. Aż poznałam Julka. Znów poczułam, że warto żyć. On chce, żebym się z dzieckiem wprowadziła do niego. Ale jest jeden problem. Julek mówi, że... jest niewierzący. A ja już raz przez to przeszłam. Poważnie myślimy o naszym związku, więc nie wyobrażam sobie, żebyśmy żyli bez ślubu. Ale boję się, że znów zaczną się kłótnie. Co zrobić? Postawić mu warunek? A jak się nie zgodzi? 


Paulina, 44 lat

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje