Silny charakter – czy zawsze pomaga w życiu

Nigdy nie załamywały mnie życiowe niepowodzenia ani wypadki losowe. Przeżyłam małżeństwo z mężem pijakiem; myślałam, że jestem silna jak skała.

Nawet gdy małżonek zamykał mnie na klucz w pokoju i w tym czasie pił na umór. Bywało, że przez dwa dni. Ja w tym czasie piłam wodę z kwiatów... Nie raz ratowała mnie z tej niewoli siostra, która kiedy tylko mogła, wpadała zobaczyć, czy mąż mnie całkiem nie wykończył.

Reklama


Moje małżeństwo zakończył wypadek. Pijany mąż spadł ze schodów i się zabił.


Nasz syn jest już dorosły, ma swoją rodzinę. Ja długo dochodziłam do siebie. Przed pięcioma laty poznałam Janusza. Starszy ode mnie o 10 lat. "Najważniejsze, że to dobry człowiek" - myślałam. Też miał dorosłe dzieci. Pobraliśmy się, zamieszkałam u niego. Przed rokiem u Janusza wykryto nowotwór. Wierzyłam, że damy radę. Opiekowałam się nim tylko ja, bo jego dzieci najwyżej pytały przez telefon, jak się czuje. 


Ale choroba go zmieniła. Stał się nerwowy, złośliwy. Powtarza, że zostało mu niewiele życia. Wszystko znosiłam. Aż do dnia, kiedy oświadczył, że mieszkanie chce przepisać na swoje dzieci. Kupił je wspólnie z poprzednią, nieżyjącą żoną. Prawnie nic do niego miałam. Zrozumiałam, że po dwóch małżeństwach, w wieku 55 lat, zostanę z niczym. Czy teraz mam się unieść honorem, zostawić go, czy czekać, co się zdarzy i znów walczyć z życiem? 


Katarzyna, 55 lat

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje