Spotkałam w sanatorium dawną miłość…

Po miesiącach starań wreszcie przyznano mi sanatorium. Moja radość była wielka! Nie mogłam doczekać się wyjazdu. Zmiana klimatu, nowe znajomości, a przede wszystkim zabiegi robione przez specjalistów, na które czekałam tyle czasu.

Turnus trwał trzy tygodnie, więc przez ten czas mogłam podreperować swoje zdrowie. Trochę się denerwowałam, bo od lat nigdzie nie wyjeżdżałam bez męża. Ale spakowałam walizkę, wsiadłam do pociągu i ruszyłam do uzdrowiska. Traf chciał, że już pierwszego dnia spotkałam tam swoją pierwszą miłość. On jest rozwiedziony. 

Reklama

Do tej pory myślałam, że moje emocje i uczucia już są uśpione na zawsze, że w życiu przeżyłam już wszystko co dobre i szalone. Moje dzieci są dorosłe, mąż ciągle śpi przed telewizorem - odnoszę wrażenie, że już mu na mnie nie zależy. Aż tu nagle to spotkanie! Spędziliśmy cudowne chwile. Chodziliśmy na długie, romantyczne spacery. Wszystko odżyło! Poczułam się, jak kiedyś, gdy miałam 20 lat. Poczułam się znów kochana i potrzebna.

Czy mam prawo do nowego życia? On mnie do tego namawia...

Beata (49 l.)

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: sanatorium | kobieta

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje