Stale coś psuje lub gubi

Gdzie masz buty od wuefu? – spytałam Martynkę, moją 12-letnią córkę, kiedy spotkałyśmy się po szkole.

– O rany, moje buty! – zawołała i biegiem wróciła do szkoły. Na szczęście wyszła z niej po kilku minutach, triumfalnie trzymając torbę z butami w ręku.

Reklama

Odetchnęłam z ulgą. Od jakiegoś czasu nasza pociecha wciąż coś gubi albo niszczy. Na urodziny dostała piękną (i drogą) haftowaną bluzkę. Była nią zachwycona, natychmiast się przebrała i... jeszcze tego samego dnia oblała ją sokiem z wiśni. Z trudnością doprałam bluzeczkę do śnieżnej bieli. Założyła ją do kościoła tydzień później i tak machała rękami podczas powrotu do domu, że rozdarła o gwóźdź pół rękawa.

To by nie był problem, wiadomo, że każdemu się zdarza od czasu do czasu coś popsuć, ale moja córka robi to ciągle! 

– O nic nie dbasz! – czasami już tracę cierpliwość. – Jak można tak wszystko niszczyć? Dostałaś nowy plecak i już jest cały brudny, pogniotłaś piórnik, twój telefon jest cały poobijany. Od początku roku minęło dopiero kilka dni, a ty już zgubiłaś dwa piórniki! Przecież ja nie nadążam tego kupować!

– Przepraszam, nie wiem dlaczego. To się samo tak jakoś dzieje... – odparła córka płaczliwie.

– Martyna, musisz bardziej uważać, myśleć o tym, co robisz – poprosiłam.

I co? I następnego dnia zgubiła nową bluzę. Płakała opowiadając mi o tym:

– Nie wiem, czy została w szkole, czy na przystanku. Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ją widziałam ostatni raz...

Będziemy musieli kupić jej nową bluzę. Znowu kilkadziesiąt złotych...  My  z mężem już nie mamy do niej siły. Żyjemy oszczędnie i staramy się, żeby miała wszystko, czego potrzebuje i to, co się jej podoba. Ale nie dajemy rady nastarczyć na to wszystko. Córka niby się przejmuje, płacze, przeprasza nas, a następnego dnia znów coś gubi, niszczy, brudzi...

Teściowa mówi, że siostra mojego męża była taka sama w czasie dorastania.

– Klucze gubiła kilka razy w roku i trzeba było wymieniać cały zamek. Jak dorosła, niemal z dnia na dzień jak ręka odjął. Musicie przeczekać. A im bardziej Martynka się martwi i jej zależy, tym trudniej jej sobie z tym poradzić.

Może ona ma rację? Ale skąd mogę wiedzieć, czy to taka sama sytuacja? A jeśli nie, to jak zmusić córkę do większej dbałości o to, co jej kupujemy?

Teresa Boćkowska z Ciechanowa

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje