Straciłam głowę dla miłości. I to był błąd!

​W Kamilu zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Dziś wiem, że byłam wtedy młoda, głupia i niedoświadczona.

A Kamil ciągle tylko powtarzał, że tak bardzo mnie kocha, że tak mu się podobam. Prawił mi te gładkie słówka, a czego więcej trzeba młodej dziewczynie? Gdy mi się oświadczył, płakałam ze szczęścia! Dobrze pamiętam, jak mama prosiła mnie, bym nie wychodziła za niego za mąż. Mówiła, że jest porywczy, arogancki, zapatrzony w siebie. Ale ja, zaślepiona, nie widziałam tego. A może nie chciałam widzieć. Owszem, podnosił czasem głos, dyktował mi, co mam robić. Ale o wszystkim zapominałam w sypialni. Tam doprowadzał mnie do szaleństwa. Dlatego ani przez chwilę nie wahałam się, czy wyjść za Kamila. Zwłaszcza gdy zaszłam w ciążę - wtedy sprawa naszego ślubu została przesądzona. Nie żałowałam, wręcz przeciwnie - byłam szczęśliwa, że noszę pod sercem dziecko mojego ukochanego. 

Reklama

Niestety, słowa mojej mamy okazały się prorocze. Mąż wkrótce po ślubie pokazał swoją prawdziwą twarz. Kompletnie się ze mną nie liczył, nie szanował mnie, uważał, że to, co on powie, jest święte. A jak wpadł we wściekłość, zazwyczaj bez powodu, rękę też potrafił na mnie podnieść. Znienawidziłam go. Na własnej skórze przekonałam się, że tak, jak mówi porzekadło - od miłości do nienawiści droga nie jest daleka. Bo ja, za te wszystkie podłości, naprawdę znienawidziłam mojego męża całym sercem.  

Ale zostałam z nim. Zaszłam drugi raz w ciążę. Tak naprawdę, jestem z mężem tylko dla dobra dzieci. Tyle razy słyszałam od mamy, od rodziny, że to nie ma sensu, by trwać w koszmarze tylko dla dzieci. Ale ja zdecydowałam, że powinny mieć oboje rodziców. Zwłaszcza że kocham syna i córkę nad życie. Całą miłość przelałam na nich. Niestety, jest coś, co nie daje mi spokoju. Aneta, moja córka, coraz częściej narzeka na brata. Mówi, że Adrian jest potwornym egoistą. Jest hardy, pewny siebie, opryskliwy. Źle się do niej odnosi. Córka żali mi się, że czasem płacze przez brata. Prawdę mówiąc, nie chciało mi się w to wierzyć. Owszem, ja też czasem widzę u syna pewne zachowania, które mi się nie podobają, ale przecież to dobre dziecko! Córka jednak twierdzi, że ja, zaślepiona miłością do Adriana, nie chcę zobaczyć, jaki on jest naprawdę. Może córka ma rację, sama już nie wiem... Bo faktycznie, gdy nad tym wszystkim pomyślę, to dociera do mnie, że Adrian wdał się w ojca. Niestety... Aż mi się serce kraje... Przecież to moje dziecko! Nie chcę, by syn wyrósł na złego człowieka. Zastanawiam się, czy porozmawiać z synem na ten temat. Ale czy mnie posłucha? Czy już nie za późno? Syn ma 17 lat, uważa się za dorosłego. Poza tym, może taka rozmowa zamiast pomóc, zaszkodzi? I lepiej nie wywoływać wilka z lasu? Co robić?

Lidia, 40 lat

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: Miłość | kobieta | kochać | Rozmowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje