Święta, imieniny, a ona się nudzi...

Tegoroczne święta nie bardzo się udały. Jak zwykle przyszła do nas rodzina. Moja mama, teściowie i siostra męża. Klaudia już dwa tygodnie wcześniej zapowiedziała, że nie zamierza siedzieć z nimi cały dzień przy stole. A kiedy jednak musiała, obraziła się na wszystkich.

- W sobotę idziemy na urodziny do babci - przypomniałam mojej Klaudii.

Reklama

- Znowu? - skrzywiła się.

- Poprzednie były rok temu.

- Ale święta były przed chwilą - jęknęła. - Nie idę!

- Kochanie - starałam się być miła. - Babci będzie przykro, jeśli nie przyjdziesz.

- A mnie jest przykro, że znowu mam siedzieć przy stole z tymi starymi ciotkami i się nudzić jak mops! Nie idę! - wrzasnęła Klaudia i zamknęła się w swoim pokoju. Westchnęłam ciężko.

Tegoroczne święta nie bardzo się udały. Jak zwykle przyszła do nas rodzina. Moja mama, teściowie i siostra męża. Klaudia już dwa tygodnie wcześniej zapowiedziała, że nie zamierza siedzieć z nimi cały dzień przy stole. A kiedy jednak musiała,  obraziła się na wszystkich. Nie przywitała się z gośćmi, siedziała  nadęta, nic nie jadła i burkliwie odpowiadała na pytania. Musiałam świecić za nią oczami. Dziadkowie byli oburzeni jej zachowaniem. Teściowa nie omieszkała stwierdzić, że to efekt zbytniej swobody, jaką dajemy naszej szesnastoletniej córce. Atmosfera przy stole była fatalna.

- Jak mogłaś się tak zachowywać?! - naskoczyłam na córkę, jak goście wyszli.

- Mówiłam, że mam dosyć tych rodzinnych nasiadówek! Są nudne jak flaki z olejem! Nienawidzę ich, rozumiesz! Te wszystkie: ale urosłaś, jak w szkole... Beznadzieja!

Byłam zdruzgotana jej słowami. Wtedy wtrącił się mój mąż:

- Kochanie, zrozum mamę, narobiła się przygotowując święta, a ty je zepsułaś...

- To wy mi je zepsuliście! Och, jak wy nic nie rozumiecie!

I rzeczywiście nie rozumiemy. Wychowywaliśmy Klaudię w szacunku dla starszych. Wszystkie rodzinne uroczystości spędzaliśmy z bliskimi. Pamiętaliśmy o imieninach, urodzinach. Była jedynym małym dzieckiem w rodzinie, więc wszyscy z radością słuchali jej piosenek i wierszyków. Kiedy zaczęła dorastać, trochę boczyła się na to zainteresowanie. Ale nadal z chęcią z nami odwiedzała rodzinę. Kłopoty zaczęły się rok temu. Kiedy pierwszy raz stwierdziła, że nie idzie z nami, pomyślałam, że się źle czuje. Potem, że to chwilowy bunt. Ale niestety od tego momentu reagowała tak na każdą propozycję spotkania rodzinnego.

Święta Wielkanocne były już przesadą. Musimy coś z jej zachowaniem zrobić, ale ani ja ani mąż nie mamy pomysłu. Dla nas zawsze rodzina była ważna, więc nie rozumiemy nagłej niechęci Klaudii. Czy po prostu trzeba przeczekać jej bunt? Może to tylko chwilowe? Ale co, jeśli to szybko nie minie? Zależy nam, żeby Klaudia utrzymywała kontakty z bliższą i dalszą rodziną. To ważne, by być ze sobą blisko. A ona chce się od tego wszystkiego odciąć. Jak ją przekonać, że to my mamy rację, a nie ona? Że w trudnych chwilach tylko na rodzinę można liczyć?

Agnieszka Jankowska z Siemiatycz

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje