Synku, ja też mam prawo do szczęścia

Rozmawiałam przez telefon z Andrzejem, moim przyszłym narzeczonym, gdy napotkałam wzrok mojego 15-letniego syna. I aż mnie dreszcz przeszedł.

- Czego chciał ten twój Andrzej? - zapytał pogardliwie.

Reklama

- Kochanie - próbowałam tłumaczyć. - Tata odszedł i ułożył sobie życie. Też mam do tego...

- Nie chcę! Nie pozwolę, żeby on się tu zagnieździł - przerwał mi Antek. Trzasnął drzwiami
i wybiegł z domu. Westchnęłam.

Kiedy 2 lata temu mój mąż odszedł i ożenił się po raz drugi, Antek stał przy mnie murem. Powtarzał, że nie chce ojca więcej znać, opiekował się mną i dobrze się uczył. Z czasem się jakoś ułożyło. Ja zaczęłam znów wychodzić do ludzi, on wrócił do biegania z kolegami. Pogodził się też z ojcem.

Kilka miesięcy temu poznałam Andrzeja. Zaczęliśmy się spotykać i... zaiskrzyło. Nie spieszyłam się, żeby go przedstawić synowi. Chciałam być pewna. Ale Antoni wyczuwał, że ktoś się w moim życiu pojawił.

- Znów wychodzisz? - pytał i marszczył brwi.

- Umówiłam się z przyjacielem, Nie czekaj na mnie - odpowiadałam, rumieniąc pod wpływem jego spojrzenia.

Żeby wszystko stało się jasne, zaprosiłam Andrzeja na herbatę. Antek boczył się na tę wieść, a kiedy go u nas zobaczył, jakby piorun w niego strzelił. 

- Nie potrzebuję ojca! Mam swojego! - krzyczał, a mnie zatkało i nie potrafiłam mu przerwać.

Andrzej poczekał aż Antek skończy, a potem powiedział:

- Nie chcę zastępować ci ojca. Ale twoja mama może potrzebować kogoś bliskiego. Dlaczego nie pomyślisz o niej?

Zapadła cisza. I tak planowana herbatka się nie udała.

Nadzieje, że poznanie moich mężczyzn zmieni coś na lepsze, spełzły na niczym. Antek wścieka się za każdym razem, kiedy wychodzę z Andrzejem. 

- Poczekajmy, spotykajmy się u mnie - poradził mój przyszły. - Niech chłopak ochłonie.

Ale niestety, nic się nie zmienia. Nawet chyba się pogarsza.

- Jeśli się pobierzecie lub zamieszkacie razem, to ucieknę z domu! - zagroził ostatnio.
- Nigdy mnie już nie zobaczysz!

Nic nie daje tłumaczenie, że nie kocham go przecież mniej, że mam prawo do swojego życia, że po prostu pragnę by być w pełni szczęśliwa.

Marzę o tym, by syn mnie zrozumiał! Nie chcę tracić dziecka, ale mężczyzny, którego kocham też nie chcę opuścić. Co mam robić? 


Weronika Majewska z Lublińca


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje