Synku, ty... śmierdzisz!

Damian! - zła zawołałam swojego syna i oskarżycielsko wyciągnęłam w jego stronę prześcieradło, które ściągnęłam z jego łóżka. - Co to ma znaczyć?

- No co? Do prania idzie, nie?

Reklama

- Ale zobacz jakie to brudne!

- Jakby było czyste, to by nie trzeba było prać.

- Wygląda jakbyś się w błocie tarzał! Dlaczego się nie myjesz?

- Myję się, myję - burknął syn. - Idę do Witka.

Kłamał, jak zwykle. Nie miałam już do niego siły. Nigdy nie był przesadnym czyścioszkiem. Kiedy był dzieckiem musiałam stać nad nim i pilnować, żeby umył twarz, szyję, uszy, wskazywać każdą rękę z osobna, przypominać o nogach. Oczywiście najłatwiej było jak go wsadzałam do wanny i myłam pod prysznicem. Ale rósł i miałam nadzieję, że udało mi się wpoić mu zasady higieny i nareszcie nie będę musiała się tym zajmować. Niestety to były płonne nadzieje.

Kiedy tylko przestawałam go kontrolować, natychmiast zarastał brudem. Nie przeszkadzało mu, że nosi przepoconą koszulkę po gimnastyce, potrafił nieumyty położyć się w niej spać. Śmierdzące skarpetki zwijał w butach, a rano był gotów założyć je od nowa. Kiedy wrócił z kolonii przyjechał w rzeczach, w których wyjechał a resztę przywiózł czystą.

To było obrzydliwe. Myślałam, że go nie doszoruję po tych dwóch tygodniach w lesie... Pilnowałam go potem bardzo. Zwłaszcza, że zaczął dojrzewać i jego zapach przestał być zapachem dziecka. Hormony szalały i kiedy się spocił, po prostu cuchnął. Pomyślałam, że skoro nie działają tłumaczenia, może zachęcę go do dbania o siebie, kiedy razem wybierzemy jakieś fajne męskie kosmetyki. No owszem, w sklepie łaskawie wąchał i wybierał żel pod prysznic, szampon i dezodorant, ale potem wcale ich nie używał. A kiedy się upierałam i przypominałam, co najwyżej psikał dezodorantem po ubraniach, co powodowało, że śmierdział jeszcze bardziej.

Zdegustowana codziennie rano zaczęłam sprawdzać czy założył czyste majtki, skarpetki, koszulkę, czy się umył. Bo szybko przekonałam się, ze samo zagonienie go do łazienki nie wystarcza! Zamykał się w niej, puszczał wodę i wychodził po kilku minutach z brudną szyją i uszami, jakby miesiąc mydła nie widział.

- Daj mu spokój - stwierdził mąż. - To taki głupi wiek. Im bardziej naciskasz, tym bardziej on się buntuje. Zacznie się oglądać za dziewczynami i  sama zobaczysz, że nie będziemy się go mogli pozbyć z łazienki.

- Nie odpuszczę! To obrzydliwe! Nie chcę mieć w domu śmierdzącego brudasa. A poza tym, co sobie o nas pomyślą w szkole, a sąsiadki? Nie mam zamiaru się za niego wstydzić. A dla niego to też nie będzie fajne, jak przylgnie do niego miano śmierdziucha. Łatkę przypina się łatwo, a pozbyć się jej trudno...

- I niby jak chcesz go zmusić?

- Codziennie wieczorem ty będziesz go kąpał. Mnie się już wstydzi.

Mąż zgodził się niezbyt chętnie. I rzeczywiście przez kilka dni to działało, ale potem raz męża nie było, drugiego dnia nie miał czasu i widzę, że mój plan wziął w łeb. Zresztą tak naprawdę przecież nie chodzi o to, żeby syna na każdym kroku pilnować i przypominać o myciu. Jest już w takim wieku, że powinien sam o tym myśleć. Usiłowałam mu wpoić higienę, ale widzę, że się nie udało i już nie mam pojęcia jak to naprawić.

   Natalia Sz. z Mysłowic  

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 44 (w sprzedaży od 31 października br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Zdjęcie: , osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.                                                               

 

 

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje