Synku, zrozum, to kradzież

Dzień dobry, mogę z panią porozmawiać? – zaczepił mnie właściciel naszego osiedlowego sklepu. – Wczoraj złapałem pani syna na kradzieży – od razu przeszedł do rzeczy, a mnie zatkało.

- W takim sklepie, jak ten, zawsze zdarzają się drobne braki. Od kilku miesięcy przestały być drobne. Okazało się, że to tutejsze dzieciaki... Niestety również pani syn - westchnął. - Raz i drugi wytargałem przyłapanego za uszy, ale jak jeden przestaje, to inny zaczyna... 

Reklama

- Jest pan pewien, że mój syn? - udało mi się wreszcie wydusić.

- Tak. Często przecież tu panią widuję z Maćkiem. Wczoraj po szkole próbował wynieść kilka batonów. Kiedy spytałem, czy ma za co je kupić, rzucił wszystko i uciekł. 

- Ja... - czułam, że się czerwienię ze wstydu. - Bardzo pana przepraszam. Porozmawiam z synem...

- Niech pani to zrobi. Nie chcę zawiadamiać policji, ale jeśli oni nie przestaną, to będę zmuszony - dodał.

Kiedy dotarłam do domu, zawołałam mojego 12-latka na rozmowę.

- O co chodzi z tymi kradzieżami? - spytałam surowo.

- Z jakimi kradzieżami? - zdziwił się.

- Pan Markowski ze sklepiku mówił, że czasem podkradasz baton albo dwa...

- Oj tam, to żadna kradzież, wszyscy tak robią.

- Maciek! - nie wytrzymałam. - Jak możesz! Oczywiście, że to kradzież! Niczego nie wolno brać bez płacenia! Czy ja albo tata kiedykolwiek wychodzimy ze sklepu z czymś, czego nie kupiliśmy?

- No nie... - zamruczał. - Ale wszystkie dzieciaki  biorą coś od czasu do czasu. To przecież nic złego.

- A kto tak powiedział? - krzyknęłam, bo wyprowadził mnie z równowagi.

- No, chłopaki - odparł hardo.

- Ani mi się waż z nimi zadawać - postanowiłam. - Nie będę tolerowała kradzieży. Bo to jest kradzież. To złe! Jak jeszcze raz się coś takiego zdarzy, to powiem ojcu, a wtedy nie będziesz mógł usiąść przez tydzień! 

Maciek spochmurniał. Ojciec nigdy go nie uderzył, ale groźba, że może to zrobić, widać nadal działała...

- No dobra... nie będę...

-- A za karę przez miesiąc masz po szkole od razu wracać do domu. I żadnych kontaktów z tymi chłopakami!

Byłam pełna nadziei, że Maciek zrozumiał, o co mi chodzi. Ale wieczorem usłyszałam, jak przez telefon komuś mówił, że się przyczepiłam i że trzeba odpuścić Markowskiemu i znaleźć inne źródełko.

A ja czuję się bezradna. Bo jak mam przemówić do rozsądku mojemu dziecku. Jak sprawić, żeby zrozumiał, że to co robi jest naprawdę złe. Powiedzieć mężowi, a może poprosić o pomoc jakiegoś policjanta, żeby syna postraszył? Na razie chodzi o drobiazgi, ale nie chcę, żeby sięgnął po droższe rzeczy... To trzeba zdusić w zarodku. Tylko jak?

Paulina Radzewicz z Płońska

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje