Synu, możesz to wypożyczyć

​ - Już wiem, gdzie chcę jechać na ferie! - mój 13-letni syn Sebastian wpadł do domu z roziskrzonymi oczami. - Marek i Artur jadą na obóz snowbordowy.

Chcę jechać z nimi! - Na snowboard? - byłam zaskoczona. - Tak. W Karkonosze! Byli tam w zeszłym roku na obozie snowboardowym i było super - kontynuował. - Ale ty nigdy nie jeździłeś na desce. Ale dobrze, dowiedz się ile kosztuje, a ja naradzę się z ojcem -  odpowiedziałam. Rozmawiałam o tym z mężem i doszliśmy do wniosku, że choć to dla nas duży wydatek, to damy radę go ponieść dla naszego jedynaka. Niestety szybko uświadomiliśmy sobie, że koszt obozu to nie wszystko, bo przecież Sebastian nie ma kurtki i sprzętu. - Będzie go miał z wypożyczalni - zadecydował mąż. Kiedy poinformowaliśmy go o ustaleniach, bardzo się ucieszył. Kiedy jednak zdradziliśmy mu szczegóły, mina mu zrzedła. - Nie róbcie mi tego! - wołał załamany. — Chłopaki mają wypasiony sprzęt, a ja mam jeździć na jakiejś starej dece i jeszcze w kurtce po tacie. To po prostu wiocha! Był tak wzburzony, że zamknął się w swoim pokoju, trzaskając drzwiami. - Jak mu się nie podoba może wcale nie jechać! - krzyknął mąż. - Nie denerwuj się, przecież wiesz, że nastolatki są czułe na tym punkcie i musimy to zrozumieć - uspokajałam męża. - Ale te stroje są bardzo drogie! A wiesz jaki on jest. Teraz wydaje mu się, że to jego pasja, a za chwilę deskę rzuci w kąt. I co wtedy? Wydamy kupę kasy zupełnie bez sensu. Nie stać nas na to - tłumaczył mi mąż. Niestety miał rację.

Reklama

Nasz syn wciąż zapalał się do czegoś, a potem ten zapał tracił. Tak było z rolkami, gitarą. Modele statków, które miał składać walają się we wszystkich szafkach... Musiałam zgodzić się, ze Sebastianowi brakuje konsekwencji i jego zapał szybko się kończy. - Kurtkę jednak musimy mu kupić, co do reszty masz rację, weźmie z wypożyczalni - zdecydowałam. Powiedzieliśmy synowi o naszej decyzji, dodając, że jeśli na drugi rok zechce pojechać na obóz i będzie zbierał pieniądze na deskę, dołożymy się i kupimy nowe rzeczy. Miałam nadzieję, że syn to zrozumie, ale on jest wyraźnie zawiedziony i smutny. Szkoda mi go, przecież chcieliśmy, żeby dobrze się bawił. Jak mu wytłumaczyć, że postępujemy słusznie i że to my mamy rację, a nie on...?  

 Hanna T. z Leżajska                               

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 4/13 (w sprzedaży od czwartku 24 stycznia 2013 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy rodzinne

                                                                      

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: rodzina | snowboard | awantura

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje