Taki wyjazd dużo kosztuje

Mój 13-letni syn Miłosz jest jak żywe srebro. Nie usiedzi na miejscu nawet 5 minut – sport, koledzy, setki pomysłów na minutę.

Dlatego nie byłam zdziwiona, gdy kilka dni temu wpadł do domu jak bomba i już od progu zawołał:

Reklama

- Jadę na narty z chłopakami!

- Zaraz, chwileczkę - jak zwykle hamowałam jego temperament. - Narty? Z kolegami?

- Mamo, przecież zaraz będą ferie - spojrzał na mnie z wyrzutem. - Nie chcę znowu jechać do babci, tam jest nudno, a Janek, Marcin i Karol jadą w góry i ja mogę jechać z nimi, mamo, proszę...

- Miłoszku, ale ty nie umiesz jeździć na nartach, nawet ich nie masz. Poza tym taki wyjazd sporo kosztuje...

- Ale jakoś inni rodzice mają na to pieniądze! - fuknął.

- Tak, jednak my nie mamy aż tyle, dobrze o tym wiesz - powiedziałam. - A co z zimą w mieście? - spytałam. - Rok temu byłeś zadowolony.

- No nie, to już nie dla mnie, nie jestem już dzieckiem - obruszył się. - Janek i Marcin co roku jeżdżą na narty. Ja też chcę mieć coś z życia! Zgódź się, proszę - przymilał się.

Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, choć tak naprawdę nie wiedziałam, co powiedzieć. Chciałabym spełnić jego marzenie, ale jak to zrobić, gdy wydatki mamy wyliczone właściwe co do grosza...

- Po co mu narty? Nie mieszkamy nawet blisko gór - mąż był bardziej praktyczny. - I gdzie niby by mieszkał?

- Mówi, że koledzy mają wynajęte pokoje w pensjonacie...

- W pensjonacie! Królewicz się znalazł! - mąż nie krył oburzenia. - Albo jedzie do babci, albo niech siedzi w domu, jak większość dzieci . Są sanki, kino, różne zajęcia, nie będzie się nudził.

Gdy powiedziałam o tym Miłoszowi, rozpłakał się jak dziecko.

- Nigdy nie ma dla mnie pieniędzy - chlipał. - To kiedy będą? Kiedy będę mógł robić coś fajnego, jak inni?

- Tak? To chyba już zapomniałeś, jak w zeszłym roku chodziłeś na judo, zapisałeś się do harcerstwa i na kurs komputerowy - wyliczałam. - To wszystko nie było za darmo, ale płaciliśmy, żebyś - jak to mówisz - miał coś z życia! Ale narty?! To drogi sport, powtarzam ci, nie stać nas na to. Niektórzy twoi koledzy mają bogatszych rodziców, inni biedniejszych, zrozum... Staramy się z ojcem, by tobie i Kasi niczego nie brakowało, ale są granice.

Miłosz wzruszył tylko ramionami, ale nic nie powiedział. Mam wrażenie, że jednak nie zrozumiał, że jest takim samym członkiem rodziny jak siostra i rodzice, że nie możemy dać mu czegoś, czego nie mamy.

Jak mu to wytłumaczyć? Czy jest takim egoistą, czy jeszcze dzieckiem, które nie liczy się z innymi?  

Monika L. z Węgrowa


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje