Ten wredny zakład

​- Nic nie rozumiesz! Ja muszę oddać tę kasę. To sprawa honorowa! Nie bądź taka! - histerycznie krzyczał mój syn.

 - Nic nie rozumiesz, bo jesteś babą!

Reklama

- Natychmiast się uspokój i idź do swojego pokoju! - odparłam zimno, choć wewnątrz trzęsłam się ze złości. - Nie życzę sobie, żebyś mówił do mnie takim tonem. Porozmawiamy jak wróci tata.

   Mój dwunastoletni syn, Jacek, przez chwilę sprawiał wrażenie, jakby chciał coś powiedzieć, ale zamknął usta i poszedł do siebie. A ja weszłam do kuchni, żeby się uspokoić. Tym razem naprawdę byłam wyprowadzona z równowagi. Oczywiście Jacek, jak każde dziecko, od czasu do czasu coś zbroił, narozrabiał, ale zwykle nie miałam z nim większych kłopotów. Nie łobuzował, miał dobrych kolegów, uczył się zupełnie przyzwoicie. Dlatego sprawa zakładu kompletnie mnie zaskoczyła. Wiedziałam, że chłopcy czasem się zakładają o drobne rzeczy. Kto komu postawi frytki lub lody. Nie widziałam w tym nic złego. Ale do głowy mi nie przyszło, że mogą się założyć o poważną sumę! 
   A tymczasem dziś Jacek wrócił ze szkoły z nosem na kwintę i wypytywany przyznał się, że założył się z kolegą, że da radę zrobić sto pompek. Nie udało mu się to i w związku z tym przegrał 100 złotych.

- Ile? - zareagowałam żywo, a potem doszło do awantury.

Miałam nadzieję, że mąż mnie poprze. Kiedy wrócił do domu, opowiedziałam mu wszystko. Zdziwiłam się jego reakcją.

- Dług honorowy, kiepska sprawa... - zmartwił się.

- Zgłupiałeś? Gówniażeria nie ma prawa zakładać się o takie sumy! Kiedy to były drobne rzeczy, nie reagowałam. Jak widzę niesłusznie, bo całkiem stracili umiar!

- No pewnie, że Jacek nie powinien... ale wiesz, honor to honor. Jak nie odda tego długu, to będzie miał przechlapane u kolegów. A wiesz jacy oni są ważni dla nastolatka!

Ta rozmowa kompletnie zbiła mnie z tropu. Do głowy mi nie przyszło, że mąż może mnie nie poprzeć. Moja pewność została zachwiana.

- Uważam, że powinnam iść do rodziców tego kolegi i powiedzieć, że dzieciaki nie mają prawa się zakładać i poprosić, żeby wytłumaczyli synowi, że żadnych pieniędzy nie dostanie - tłumaczyłam siostrze.

- Doskonale to wymyśliłaś - stwierdziła.

- Ale Jacek twierdzi, że nie będzie miał życia w szkole, że jestem bez serca. Obiecuje, że już nigdy w życiu się o nic nie założy, że będzie miał nauczkę!

- No wiesz, to druga strona medalu. Na pewno nie będzie mu łatwo wśród kolegów, ale sam nawarzył tego piwa, więc sam je musi wypić...

- Mój mąż zaproponował, żeby oddawał te pieniądze z kieszonkowego... albo żeby mu je wypłacić awansem i wstrzymać kieszonkowe dopóki nie spłaci tego długu wobec nas.

- I co ty na to?

- Nie podoba mi się ten pomysł. Nie mam wolnych stu złotych. Poza tym uważam, że w ten sposób Jacek upewni się, że głupie zakłady są w porządku. A tego bym nie chciała.

Atmosfera w domu jest nie do wytrzymania. Jacek chodzi z opuszczoną głową, nie spotyka się z kolegami. Kiedy spytałam dlaczego, odparł:

- Dopóki nie oddam honorowego długu, mam przekichane, nikt ze mną nie będzie gadał.

Szkoda mi go. Nie chciałabym go stawiać w tak trudnej sytuacji wobec rówieśników. Ale uważam, że syn musi zrozumieć, że głupich zachowań nie będę tolerować. Problem polega na tym, że wytłumaczenie mu tego jest bardzo trudne. Bo skoro nie rozumie mnie mąż, to jak mam trafić do nastolatka? Czy naprawdę ten "męski" świat tak bardzo się różni od mojego, że niemożliwe jest porozumienie? Jak w tej sytuacji postawić na swoim?

Anna

Co robić w tej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 11 (w sprzedaży od czwartku 13 marca br.) i na stronie www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje