To miał być mój pokój! Tylko mój!

15-letni Marek dzielił pokój z 12-letnim Bartkiem. Zawsze było o to wojna, ale jakoś się z tym pogodził. W tym roku miał przenieść się do pokoju Izy, która zamierzała studiować w pobliskim mieście. Starszy syn nie krył radości

Cześć, Marek! - zawołałam od progu. Wróciłam właśnie z pracy i zajrzałam do kuchni. -- Nie jadłeś jeszcze obiadu? Przecież zrobiłam twoje ulubione leniwe.

Reklama

Odpowiedziała mi cisza. Marek siedział przed komputerem i nawet nie zareagował. - Długo będziesz się jeszcze gniewał?

Westchnęłam. Tak było od tygodnia.

15-letni Marek dzielił pokój z 12-letnim Bartkiem. Zawsze było o to wojna, ale jakoś się z tym pogodził. W tym roku miał przenieść się do pokoju Izy, która zamierzała studiować w pobliskim mieście. Starszy syn nie krył radości.

- Nareszcie będę miał swój prawdziwy kąt - uznał. - Będę mógł zaprosić kolegów, ba, nawet dziewczynę.

Niestety, Iza zaczęła mieć wątpliwości, czy sobie radę na studiach. Dostała się z listy rezerwowych. Dlatego postanowiła, że nie będzie oddawać swego pokoju.

- Co mam zrobić ze swoimi rzeczami? Przecież ich wszystkich nie zabiorę, ani nie schowam do piwnicy - powiedziała, bo usłyszała, że Marek zamierza na całego zawładnąć jej pokojem i pozbyć się z niego wszystkich jej rzeczy. - Jak mi nie pójdzie, to wrócę do domu i zacznę studiować wieczorowo. Dlatego nie ma sensu zmieniania teraz czegokolwiek. A Markowi nic się nie stanie, jak poczeka rok.

Przyznaliśmy jej rację i ustaliliśmy, że Marek zajmie jej pokój od poniedziałku do piątku. Miał znów należeć do Izy, bo zamierzała przyjeżdżać do domu co tydzień. I pokój, jak na razie, nie będzie zmieniany.

Marek wpadł w szał. Dosłownie. Nidy nie widziałam go tak wzburzonego.

- To chyba jakieś żarty - wykrzyczał nam, gdy mu o tym powiedzieliśmy. - Mam przyjmować kumpli na różowej kanapie? W otoczeniu jakiś beznadziejnych miśków i szczotek Izy? Nie dadzą mi spokoju przez cały rok!  To miał być mój pokój! Obiecaliście i co? Znów traktujecie mnie jak dziecko i ustalacie wszystko beze mnie? Mam was gdzieś! Słyszycie!

- Uspokój się - zareagował mój mąż. - Ja się wychowałem w jednym pokoju z dwoma braćmi i żyję.

- Ja się na świat nie prosiłem! - wrzasnął syn. - Trzeba było uważać, a nie dzieci robić! Chcę mieć spokój i coś swego!

Marek trzasnął drzwiami i tyle go widzieliśmy. Wrócił o północy. I do tej się do nas nie odezwał. Co mam robić? Przecież nie wyrzucę córki, ale syna też nie chcę stracić. Co robić?

Renata Kruczek z Siedlec

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje