To nic wielkiego zadzwonić

Pakowałam mego 12-letniego Arturka na obóz. W plecaku musiały się oczywiście zmieścić jego buty do gry w piłkę i koszulka przynosząca szczęście na boisku.

-  A tu masz ładowarkę do telefonu i błagam, synku, dzwoń do nas codziennie, bo ja się  martwię jak nie dajesz znaku życia... A po przyjeździe na miejsce obozu to już zadzwoń koniecznie!

Reklama

Artur odburknął coś niechętnie.

Obawiałam się, że syn przepadnie dla mnie na te dwa tygodnie i byłam przerażona. Tak było już w tym roku, kiedy Arturek pojechał z klasa na zieloną szkołę. 

- Zadzwoń, jak dojedziesz - przypominałam mu, kiedy wsiadał do pociągu.

Pokiwał głową, najwyraźniej wstydził się, że go obściskuję w ostatniej chwili i... nie odezwał się przez całe pięć dni ani razu! Kiedy ja dzwoniłam, nie odbierał. Oczywiście zadzwoniłam do nauczycielki, powiedziała mi, że wszystko w porządku, stwierdziła, że przypomni Arturkowi, żeby się do mnie odezwał, ale i to nic nie dało.

- Dlaczego on nie dzwoni? Ciągle myślę, co robi, czy mu wygodnie, jakie jest tam jedzenie... - żaliłam się mężowi.

- Kochanie, on nie ma czasu. Na takim wyjeździe w czasie zabaw z kolegami, zwiedzania nowych miejsc zapomina się na śmierć o rodzinie. I dobrze. Chłopcy powinni być samodzielni. Mówię tu o nietrzymaniu się kurczowo twojej spódnicy. On zaczyna dorastać, a ty nie chcesz mu na to pozwolić. 

- Bzdury gadasz! - zezłościłam się. Nic nie rozumiał. Czy to takie dziwne, że chcę mieć kontakt z moim dzieckiem? Czy to źle, że interesuje mnie, jak spędza czas, jakich ma kolegów,? Na co dzień nie było z tym problemu. Arturek, umiejętnie podpytywany, opowiadał co było w szkole. Dzięki temu wiedziałam, z którymi kolegami chodzi na lody, a z którymi gra w piłkę. I czułam się bezpiecznie... Zdaję sobie sprawę z tego, ile pułapek czeka na nastolatka. I martwi mnie to. A Arturek jest jeszcze taki dziecinny, naiwny. Obawiam się, że łatwo byłoby go wciągnąć w coś niewłaściwego. 

Kiedy wrócił z wyjazdu ze szkołą, zasypałam go pytaniami.

- Dlaczego nie zadzwoniłeś?

- Bo... zapomniałem.

- Ale jak to zapomniałeś? Nie myślałeś, że ja się o ciebie martwię? Nie odbierałeś kiedy dzwoniłam!

- Nie nosiłem telefonu, żeby go nie zgubić. Zresztą bateria mi się wyczerpała.

- W ogóle o nas nie myślałeś? - zmartwiłam się. - Przecież miałeś ładowarkę...

- Ale komórka mi nie była potrzebna - wzruszył ramionami.

- Miał o nas myśleć, kiedy z chłopakami w nogę grał? - wtrącił się mąż i musiałam skończyć wypytywanie.

Obawiam się, że tak samo będzie i teraz, kiedy wyjedzie na ten obóz. Jeżeli nie będzie dzwonił, zwariuję z niepokoju w czasie tych dwóch tygodni.Chcę, żeby syn zrozumiał, jakie to dla mnie istotne, żeby się do mnie odzywał, żebym wiedziała, że o nas pamięta. Uważam, że serdeczny kontakt z rodziną i dzielenie się przeżyciami jest bardzo ważne. I martwi mnie, że dla mojego synka najwyraźniej nie jest. Jeśli teraz go tego nie nauczę, to kiedy? Nie chcę bezpowrotnie stracić z nim prawdziwie bliskiego kontaktu. Ale nie mam pojęcia jak mam go przekonać, że to ważne.

Agnieszka J. z Piaseczna

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 27 (w sprzedaży od 3 lipca 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje