To studniówka, a nie nocny klub

​To dla nas obu miała być wspaniała wyprawa do sklepów.

Emilka miała wybrać sobie sukienkę na studniówkę. Moja przyszła maturzystka podekscytowana gadała całą drogę do sklepu i opowiadała jakie suknie pokupowały jej koleżanki. Przyznam,  trochę mina mi rzedła. bałam się, że koszty mnie przerosną.

Reklama

- Mamo, pozwól mi samej wybrać - błagała Emilka oglądając suknie i ściągając je z wieszaków.

- Dobrze - powiedziałam i usiadłam na kanapie na przeciwko wyjścia z przymierzalni.

Po chwili zza zasłony wyszła moja córka. Srebrzysta sukienka ledwo zakrywała jej pupę i miała mocno eksponujący piersi dekolt. Skrzywiłam się z niesmakiem.

- Chyba zwariowałaś! Zdejmij to! - powiedziałam ostro.

- Ale mamo, dlaczego? - oburzyła się córka.

- Jeszcze pytasz? Chcesz iść do szkoły z pupą i piersiami na wierzchu?! - prawie krzyknęłam.

- Jesteś taka staroświecka! Tak się teraz nosi.

- Nosi, nie nosi, tak ubrana nigdzie nie pójdziesz - byłam zdecydowana.

 Emilka z westchnieniem oddała sukienkę i wyszłyśmy ze sklepu.

Zatrzymywałyśmy się przed kolejnymi wystawami. Emilka wskazywała mi palcem podobające się jej modele, a ja kręciłam głową. Wszystkie sukienki, które wybierała, były moim zdaniem wyzywające, zbyt wiele odsłaniały.

- Naprawdę założyłabyś coś takiego? - załamałam się.

- No pewnie! - szczerze odpowiedziała.

- Przecież przez to bieliznę widać! I to ma być eleganckie?- zdziwiłam się.

Moje spojrzenie wystarczyło, żeby Emilka wycofała się z propozycji.

- O, zobacz, to jest odpowiednia sukienka - stwierdziłam wskazując na wystawę, na której wyeksponowano kreację z pięknej czarnej tafty. Sukienka miała dekolt w karo i krótkie rękawy, talię podkreślała czarna atłasowa szarfa, a dół był rozkloszowany.

- Łach dla starej ciotki - powiedziała z pogardą.

Do domu wróciłyśmy pokłócone, obrażone na siebie i ze świadomością, że nic nie załatwiłyśmy.

- Nie wiem jak mamy dojść do porozumienia - żaliłam się wieczorem siostrze. - Ona wybiera takie szmaty, za tak ciężkie pieniądze, że mi ręce opadają. Albo znowu takie co to nadają się do nocnego klubu, a nie na szkolną imprezę.

- Nie denerwuj się, kochana. Idź z nią znowu, kiedy trochę obie się uspokoicie, na pewno coś wybierzecie.

Niestety kolejna wyprawa do sklepów też okazała się porażką. Emilka zaprezentowała mi swój wybór. Tym razem  miała na sobie cukierkoworóżową suknię balową z gorsecikiem pokrytym jakimiś kolorowymi świecidełkami. Zaskoczenie odebrało mi mowę.

- Piękna, prawda? - córka wzięła moje milczenie za oznakę zachwytu. - Jeszcze by się przydał diadem na głowę...

- I będziesz wyglądała jak... Barbie - skrzywiłam się.

- Nic ci nigdy nie pasuje! - naburmuszyła się.

- Kochanie, ta sukienka po prostu się nie nadaje na studniówkę. Nawet Barbie nie byłaby z niej zadowolona... - tłumaczyłam załamana wyborem córki.

- Och, przestań. Ty najchętniej ubrałabyś mnie w habit! Mam tego dość, nie idę na żadną studniówkę! - obraziła się.

I jesteśmy w punkcie wyjścia.  Nie wiem co robić. Jak jej wytłumaczyć, że strój musi być stosowny do okazji, że wszystko co wybiera, nie nadaje się na studniówkę. A może ja przesadzam, może elegancja i dobry smak to nie to, co jest teraz najważniejsze skoro jej koleżanki stroją się właśnie w sukienki z dekoltami do pępka?

Weronika B. z Jeleniej Góry 

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 4 (w sprzedaży od 23 stycznia 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: moda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje