Uciec czy walczyć?

Wiązałam z tą pracą duże nadzieje. W moim miasteczku trudno gdzieś się zaczepić. A mnie się udało. Firma jest niewielka, łatwiej w takiej nawiązać stosunki międzyludzkie. No i awansować.

Od początku szło mi bardzo dobrze. Jestem pracowita i ambitna. Ale po miesiącu mój kierownik zaczął mnie podrywać. Najpierw delikatnie, potem tak wyznaczał mi obowiązki, żebyśmy sami zostali w biurze. W końcu powiedziałam zdecydowanie, co o tym myślę. - Pożałujesz - wysyczał i sobie poszedł.

Reklama

Od tego czasu mnie nie podrywał, ale był wobec mnie szorstki. Niczego nie mógł mi zarzucić w pracy, chociaż próbował. Właściwie mogłabym uznać to za mobbing, ale zaciskałam zęby i pracowałam dalej. Po trzech latach zaczęłam się zastanawiać, dlaczego inne dziewczyny dostają podwyżki, a ja nie. Jedna, która była u nas od niedawna, po roku wskoczyła na wyższe stanowisko. Plotkowano, że nie oparła się kierownikowi i stąd ten awans. Chciałabym się rozwijać zawodowo, ale coraz bardziej do mnie dociera, że w tej pracy nie będzie to możliwe. Mój awans zależy od kierownika, więc mogę o tym zapomnieć. Nie wiem, czy powinnam poszukać sobie innej pracy, a z tym jest problem, czy czekać, aż coś się zmieni.


Agnieszka, 36 lat


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje