Ukrywam się pod maską...

Byliśmy zwyczajną rodziną. Oboje z mężem pracowaliśmy, dzieci chodziły do szkoły. Wszystko zmieniło się, gdy mąż stracił pracę w warsztacie samochodowym. Zaczęło brakować pieniędzy na wszystko...

Potem było jeszcze gorzej. Mąż wplątał się w jakieś szemrane interesy.

Reklama

W końcu trafił do więzienia za kradzieże samochodów i rozboje. Dostał sześć lat. Mój świat się zawalił...

Gdyby nie pomoc moich rodziców, nie wiem, jak bym to przetrwała. Nasze miasto jest małe, wszyscy się znają. Zdecydowałam się wyprowadzić z dziećmi do sąsiedniego województwa, gdzie mieszka moja siostra. Przez jakiś czas odetchnęliśmy, nie musiałam bać się spojrzeń znajomych. Ale kiedy poznaliśmy nowych sąsiadów, w końcu zaczęły się pytania o męża.

Ustaliłam z dziećmi, że będziemy mówić: tata pracuje za granicą. Jednak z czasem coraz trudniej było utrzymywać tę wersję. Żyliśmy skromnie, ale nikogo nie prosiłam o pomoc. Zaczęły się coraz bardziej wścibskie pytania, że to dziwne, bo "tatuś" nie przyjeżdża na święta. No i w domu nie widać "zagranicznego" dobrobytu... Co raz trudniej nam ukrywać prawdę.

Nie wiem, czy ma się przyznać, jak jest, czy nadal udawać? Boję się, że moje dzieci będą wytykać palcami...

Kasia, 44 lata

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje