Usunęłam ciążę. Mąż nie może mi tego darować

​Moje życie znalazło się na zakręcie. Nie wiem, co będzie dalej ze mną, a przede wszystkim - z moim małżeństwem.

Boże, jaka ja byłam głupia i naiwna! Nie mogę sobie darować, że poświęciłam dla męża to, co miałam najcenniejszego - moje dziecko! Mąż bowiem nie chciał mieć dzieci - zapowiedział mi to jeszcze przed ślubem. Ja jednak miałam nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie. Nie mieściło mi się w głowie, że ktoś może nie chcieć dziecka.

Reklama

Uznałam po prostu, że mąż dojrzeje do ojcostwa. Ale, niestety, nie dojrzał. Wiele razy już po ślubie wracałam do tego tematu, ale na próżno. Waldek za którymś razem stwierdził kategorycznie - albo on, albo dziecko. Wciąż nie wierzyłam, mąż jednak nie żartował. Gdy więc zaszłam w ciążę, nie miałam wyjścia. Usunęłam ją. To był dla mnie dramat, nie zapomnę tego do końca moich dni. I zawsze też będę tego żałować. Tyle nocy przepłakałam... Ale kochałam męża, chciałam z nim być. Miłość do niego wzięła górę. Wtedy jednak o niczym mu nie powiedziałam, ani o ciąży, ani o aborcji. Sama podjęłam tę decyzję. Szczerze mówiąc, bałam się reakcji Waldka. Dobrze pamiętałam, że każda wzmianka o dziecku doprowadzała go do szału. Myślałam, że mnie zostawi, gdy dowie się o ciąży. A tego bym chyba nie zniosła. Minęło tyle lat... Któregoś dnia, niedawno, pokłóciliśmy się, już nawet nie wiem, o co.

Mąż zaczął mi coś wypominać. Nie wytrzymałam. W przypływie żalu i złości wygarnęłam mu całą prawdę. O ciąży, o aborcji... Wykrzyczałam mu to wszystko prosto w twarz. To, że poświęciłam dla niego życie. Myślałam, że okaże skruchę, że poczuje się choć trochę winny. Tymczasem on... Nie mieści mi się to w głowie, ale on ma do mnie pretensje i żal. Za to, że nie powiedziałam mu wtedy o wszystkim. Bo może wszystko inaczej by się ułożyło, może on by zmienił zdanie, itp. itd. A przecież ja zataiłam to ze strachu przed jego reakcją! Mąż jest na mnie bardzo zły. Twierdzi, że nigdy by mnie nie podejrzewał o coś takiego, nie może pojąć, że byłam do tego zdolna. Ciągle się kłócimy. Mąż tak to wszystko sprytnie wykorzystał przeciwko mnie, że, faktycznie, zaczynam czuć się winna. A nie powinnam, dobrze o tym wiem. Jeśli ktoś tu powinien czuć się winny, to właśnie on!   Jedyne, o czym teraz myślę, to rozwód. Moja miłość do męża po tym wszystkim gdzieś uleciała. Ciężko mi z nim pod jednym dachem. Nie mówiąc o tym, że czuję się zagubiona i pod innym względem. Sama już nie wiem i pewnie długo nie będę wiedzieć, co lepsze - szczerość czy kłamstwo.  

Krystyna, 49 lat


Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: ciąża | żona

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje