W szponach stresu

Od dziecka miałam z tym problemy. Kiedy trzeba było podjąć jakąś decyzję, nieważne w jakiej sprawie, od razu czułam niepokój i się pociłam.

W szkole panicznie bałam się, żeby nie wywołano mnie do odpowiedzi. Wtedy od razu się zacinałam, chociaż zazwyczaj byłam przygotowana. W dorosłym życiu też miałam przez to problemy. W końcu nauczyłam się, że najlepiej unikać sytuacji, w których musiałabym się denerwować. Co  oczywiście nie jest proste. Moje małżeństwo na przykład to źródło ciągłego stresu. Mąż jest osobą apodyktyczną, on rządzi, wszystko wie najlepiej. Z początku było mi nawet wygodnie, nie musiałam się wszystkim przejmować. Ale od pewnego czasu on popija, robi awantury. Na szczęście dzieci są już duże, uczą się w innym mieście. Wszystko przeżywam więc sama.

Reklama

Od niedawna moja koleżanka namawia mnie na spotkania wspólnoty w naszej parafii. Opowiedziała mi swoją historię. Przeszła ciężką chorobę, potem własna siostra oszukała ją przy podziale spadku. Aż trafiła na takie spotkanie. Od dwóch lat jest innym człowiekiem. Znalazła ukojenie. I  namawia mnie na to samo. Jestem wierząca, z praktykowaniem było różnie. Czy warto jej posłuchać?

Barbara, 52 lata


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje