W związku powinniśmy być dla siebie podporą

A co jeśli zabraknie sił?

Mój mąż zawsze był bardzo związany ze swoją matką. Jako jedynaka rozpieszczała go w dzieciństwie. Po naszym ślubie też liczył się z jej zdaniem. Ale jakoś udało mi się ułożyć z nią stosunki.

Reklama

Przymykałam oko na to, że wciąż taktowała go jak małego chłopczyka. Przed rokiem teściowa zmarła. Mąż się całkiem załamał, przez kilka tygodni był całkiem przybity. Musiał wziąć urlop w pracy, bo nie był w stanie wykonywać obowiązków.

Ale minął rok i jest jeszcze gorzej. On stał się nerwowy, łatwo wpada we wściekłość z byle powodu. Wyżywa się nawet na naszych nastoletnich dzieciach. Próbuję im tłumaczyć, że tata przechodzi ciężki okres, ale sama już nie rozumiem, dlaczego trwa to tak długo.

On sam widzi, że się zmienił, ale nie potrafi sobie z tym poradzić. I nie wie, ile to potrwa. A ja mam już dość. Wszystko jest na mojej głowie, a jeszcze dostaję, bo wciąż robię coś "nie tak". Czy powinnam mu postawić jakieś ultimatum? Niech pójdzie do psychologa i szuka pomocy, bo tak nie da się żyć? Czy to coś zmieni?

Kasia, 45 lat

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL