Wciąż drą ze sobą koty

Kiedy zdecydowaliśmy się razem zamieszkać, zrobiliśmy przemeblowanie, żeby Marta mogła do nas przyjeżdżać na weekendy. I wtedy zaczęło się piekło.

Co tu się stało? -  filiżanka mojej ukochanej, nieżyjącej już babci, roztrzaskała się na podłodze.

Reklama

- Zbiła ją - powiedziała z satysfakcją moja 13-letnia córka i wykrzywiła się do Marty, 14-letniej córki Andrzeja, mojego narzeczonego.

- To Anita mnie popchnęła! Ja tylko oglądałam! - krzyknęła oburzona Marta.

- Posprzątajcie - próbowałam zachować spokój. - A potem marsz do siebie.

Wieczorem opowiedziałam wszystko Andrzejowi.

- Dlaczego one się tak nie znoszą? - rozpłakałam się.

Kiedy zaczęłam się spotykać z Andrzejem, byłam pewna, że szczęście się do mnie uśmiechnęło. Doskonale się rozumieliśmy, oboje po rozwodach, pozostający w dobrych stosunkach z byłymi małżonkami. Po pół roku poznałam jego córkę Martę, która na co dzień mieszkała ze swoją mamą, a weekendy spędzała u Andrzeja. Polubiłyśmy się. Potem przedstawiłam go mojej Anicie. Wszystko wydawało się w porządku. Spotykaliśmy się we czwórkę, chodziliśmy do kina, na lody. Anita i Marta niewiele ze sobą rozmawiały, ale i nie sprzeczały się. Kiedy zdecydowaliśmy się razem zamieszkać, zrobiliśmy przemeblowanie, żeby Marta mogła do nas przyjeżdżać na weekendy. I wtedy zaczęło się piekło. 

- Złośliwie nasypałaś mi cukru do jajecznicy! - wydarła się Anita w drugi wspólny weekend.

- Niechcący! - broniła się Marta.

- Nieprawda - wtrącił Andrzej - widziałem, jak próbowałaś, co to jest.

To była pierwsza kłótnia. Anita pluła posłodzoną jajecznicą, Marta wrzeszczała na ojca, on na nią, ja krzyczałam na wszystkich. Koszmar. Od tego momentu dziewczynki zaczęły kłócić się o wszystko. Każda wizyta w sklepie była okazją do awantury, w domu wyrywały sobie nawet chrupki do mleka. Od roku mieszkamy w domu, w którym co weekend toczy się wojna. 

Z początku mieliśmy nadzieję, że to chwilowe. Staraliśmy się łagodzić konflikty, tłumaczyliśmy, błagaliśmy. Ale wygląda na to, że to silniejsze od nich.

- Może Andrzej będzie się spotykał z Martą gdzieś indziej? - zaproponowała moja siostra. 

- Niby gdzie? W parku?

Chcemy się się pobrać, ale czy tak ma wyglądać nasza rodzina? Jak zatrzymać tę walkę miedzy Martą i Anitą? Jak przemówić dziewczynkom do rozsądku? Przecież nie muszą się tak kłócić, obie je kochamy, żadnej nie wyróżniamy. Po którejś awanturze powiedziałam, że przyjdzie nam się z Andrzejem rozstać i wtedy o dziwo... obie zaprotestowały. Tydzień był spokój, a potem znowu się zaczęło. Co robić?

Agata Rawska z Miechowa

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje