Wdzięczność – do końca życia?

Wynajmowałam stancję w starej kamienicy. Tam poznałam sąsiadkę, panią Marię. Jest wdową, mieszka sama. Od początku bardzo mi pomagała.

Pochodzę z małego miasteczka. Mam czworo rodzeństwa. Po szkole było wiadomo, że nie znajdę pracy, więc wyjechałam do stolicy województwa.

Reklama

Zatrudniłam się w zakładzie krawieckim. Wynajmowałam stancję w starej kamienicy. Tam poznałam sąsiadkę, panią Marię. Jest wdową, mieszka sama. Od początku bardzo mi pomagała. Kiedy opowiedziałam jej o swoim dzieciństwie, ojcu, który o nas nie dbał, bardzo się przejęła. Podarowała mi szafę i krzesła, które trzymała w piwnicy, żebym nie musiała kupować nowych. Gdy zobaczyła, że pracuję do późna, bo na akord, zaczęła mnie zaopatrywać w jedzenie. Chciała nawet robić kanapki do pracy, ale wtedy już zaprotestowałam. "Zastępujesz mi córkę", powiedziała kiedyś, a ja nie wiedziałam, jak się zachować...

Minęły trzy lata. Poznałam Pawła. Pani Maria bardzo się ucieszyła. Od razu chciała go poznać. Potem zapraszała nas do siebie na obiad... Była oczywiście na naszym ślubie. Zamieniliśmy mieszkanie na większe, oczywiście znalazła je pani Maria, w bloku obok.
Kiedy urodziłam córeczkę, a pani Maria nadal nas nawiedzała, powiedziałam jej: "Przepraszam, ale dzisiaj nie." Była zaskoczona, ale następnego dnia znów przyszła z zupkami dla dziecka. W końcu zaszłam do niej wieczorem, przyniosłam ciasto i przeprowadziłam spokojną rozmowę. Wytłumaczyłem, że jestem jej bardzo wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobiła, ale chciałabym, aby nasze kontakty były teraz bardziej ograniczone. Razem z mężem dbam o naszą rodzinę.


Ale po trzech dniach znów przyszła. Wiedziała, że mamy problem ze spłatą kredytu. Zaproponowała, że pomoże. Podziękowałam. Od tego dnia przestałam ją wpuszczać. Kiedy dzwoni, z bólem serca, ale odkładam słuchawkę...
Od sąsiadów wiem, że pani Maria rozpowiada, jaka to jestem niewdzięczna. Po tylu latach ją odtrącam. A ona jest przecież coraz starsza, sama może potrzebować pomocy. Głupio się czuję, bo się z nią zżyłam, ale z drugiej strony zamęczyła nas tą swoją dobrocią. Czy muszę wciąż przyjmować jej pomoc? Czy słusznie zrobiłam, zrywając z nią kontakty?


Edyta, 35 lat


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje