Winny, niewinny, zawsze on

- Maciusiu, czy coś się stało? - zaniepokoiłam się zachowaniem mojego 9-latka.

Reklama

Po powrocie ze szkoły był jakiś markotny.

- Mamo, pani kazała ci to pokazać - w końcu wydusił z siebie, pokazując mi dzienniczek.

A tam czarno na białym widniała prośba o przyjście rodziców do szkoły i krótkie: "Maciek znowu pobił się z kolegą".

"Historia się powtarza" - pomyślałam. W ubiegłym roku byliśmy już kilkakrotnie wzywani przez nauczycielkę.

Na poczatku drugiej klasy popchnął koleżankę. Upadła, rozbiła sobie nos. Syn bronił się, że Magda zahaczyła o jego plecak. Zrobiła się wielka awantura. Dzwonili do nas rodzice. Nauczycielka ukarała Maćka. Potem ktoś zbił doniczkę w klasie. Stała na parapecie przy Maćka ławce. Więc kto winien? On! Wpis do dzienniczka. Podobne sytuacje można mnożyć i mnożyć. Nasz syn zyskał miano "prawdziwego rozrabiaki".

- Maciek, przyznaj się, przeproś i przestań rozrabiać - prosiłam.

- Ale to nie ja! - krzyczał rozżalony.

Wtedy jeszcze wierzyłamy dorosłym...

- Wiesz, w każdej klasie jest taki "kozioł ofiarny". Jak coś się stanie, to na niego -  zasiała ziarno niepewności moja mama... - Tak najłatwiej. A może spróbowałabyś wysłuchać własnego syna i uwierzyć mu?

Przez jakiś czas był spokój, a potem znowu jakieś "przygody". Ale stała się rzecz niespodziewana. Były kolejne uwagi, ale Maciek już niczemu nie zaprzeczał.

- No, oczywiście, że ja - mówił i przechodził nad tym do porzadku dziennego.

- Ale opowiedz mi syneczku, jak to się stało - drążyłam sprawę po kolejnej awanturze.

- Mamo, nie męcz mnie... No dobrze, ja mu tej nogi nie podstawiłem, ale i tak będzie na mnie. Zawsze jest na mnie! - wykrzyczał.

Żal mi się zrobiło mojego rozrabiaki. Dopiero teraz dotarły do mnie słowa mojej mamy... Miała rację. Mojemu synowi przypisywano wszelkie przwinienia.

- Maciusiu, nie możesz przyznawać się do wszystkiego, czego nie zrobiłeś. Musisz się bronić... - tłumaczyłam. - Jeśli znowu będziesz miał kłopoty, powiedz mi o tym, pomogę ci...

Tylko jak? Pójdę na rozmowę do szkoły, na pewno!  Nie chcę, by syn nauczył się dla świętego pokoju brać na siebie winy innych. Aby etykietka, niesprawiedliwie przyklejona, wpływała na ocenę jego zachowania. Ale jak nie narazić się nauczycielom? I jak rozmawiać z Maćkiem?  

Małgorzata L. z Sosnowca

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 39 (w sprzedaży od czwartku 27 września br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

 

 

                                                                                          

 

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: dziecko | rodzina | matka | szkoła

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje