Wybaczając komuś, wybaczasz sobie?

Pochodzę z wielodzietnej rodziny. Moi rodzice ciężko pracowali w fabryce. W domu się nie przelewało. Ojciec zaczął zaglądać do kieliszka, w domu była przemoc.

W czasach PRL-u nie było Niebieskiej Linii ani tego typu pomocy gnębionym kobietom... Z trojga moich sióstr i czwórki braci, tylko mnie udało się skończyć studium pomaturalne. Oni zakończyli edukację na zawodówce.

Reklama

Po latach moja matka przyznała mi, że byłoby nas jeszcze więcej, ale dwa razy usunęła ciążę. Było to wtedy, gdy ojciec już nie zajmował się rodziną. Zrobiła to z biedy i beznadziei, że nie będzie w stanie wychować takiej gromadki. W tamtych czasach aborcja była łatwo dostępna. Wybaczyłam to matce. Zrozumiałam, że w jej poczuciu nie miała wyjścia...

A po latach, gdy sama byłam siedemnastolatką, też to zrobiłam. Było to po jakiejś zabawie. Krótkie zauroczenie, trochę alkoholu... Rozstałam się z tym chłopakiem po miesiącu. Wtedy nie zastanawiałam się nad konsekwencjami. Nie było trudno znaleźć lekarza, który przeprowadzi zabieg.


Nigdy nikomu o tym nie powiedziałam. Nie zwierzyłam się matce. Potem byłam w związku małżeńskim, który się rozpadł. Podobnie jak w moim rodzinnym domu - przez alkohol i przemoc. Nigdy nie miałam dzieci. A ja nigdy nie mogłam sobie wybaczyć, tego co kiedyś zrobiłam.


Teraz żyję w jednym domu ze swoją starą matką, patrzę na nią i płaczę. Bo ona jednak wychowała nas ośmioro, a ja niczego się od niej nie nauczyłam. Mogłam jej wtedy powiedzieć, że jestem w ciąży... Łatwiej wybaczyć komuś niż sobie. Ale czy to by coś zmieniło?

Marta, 56 lat

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje