Wymalowana jak lalka!

​ - Widzi pani? To matka tej małej Dominiki, chodzi co wymalowana jak lafirynda. Co to się z tego dziecka zrobiło? - dosłyszałam szept jednej ze starszych sąsiadek siedzących na ławce przed domem.


Reklama

- Dzień dobry - powiedziałam głośno i weszłam do budynku. Do tej pory myślałam, że wygląd mojej córki, to głównie mój problem. Teraz zdałam sobie sprawę, że jednak nie. Niedługo wszyscy wezmą ją na języki. Dominika sama się o to prosi. Przede wszystkim chodzi o jej makijaż. Maluje się w szkole, bo w domu jej nie pozwalam. Nie umie tego robić.Gruba warstwa fluidu, mocno wymalowane oczy, czerwone, agresywne usta..., wszystko to jest wulgarnie.

- Jak ty wyglądasz! - nieraz krzyczę, gdy wraca ze szkoły. - Jak z cyrku! Ludzie się z ciebie śmieją, a mnie wytykają palcami.

- Będzie lepiej dla wszystkich, jak się będą zajmować swoimi sprawami - lekceważąco odpowiada.

Któregoś dnia oniemiałam. Moja Dominika miała doklejone i mocno wytuszowane... sztuczne rzęsy. Przesadziła. Nauczycielka widocznie też doszła do takiego wniosku, bo zostałam wezwana do szkoły.

- Pani córka bardzo ostro się maluje. Wiem, że teraz uczennice zachowują się dość swobodnie. Ale Dominika już przesadza. Któregoś dnia wyglądała tak, że kazałam jej iść do łazienki i zmyć to, co miała na twarzy. Proszę wpłynąć na nią, aby tego więcej nie robiła - mówiła z troską wychowawczyni.

- Oczywiście - obiecałam. Po powrocie do domu przeprowadziłam z Dominiką rozmowę:

- Koniec z malowaniem! Będziesz chodziła do szkoły jak uczennica! Nie wolno ci ruszać moich kosmetyków - krzyczałam. Dominika wybałuszyła na mnie oczy:

- Przecież wszystkie się malujemy - stwierdziła. - Nie interesują mnie inne dziewczyny. Ty nie będziesz - byłam nieugięta.

Dominika popatrzyła na mnie jak na nienormalną, wzruszyła ramionami i poszła do swojego pokoju. Kilka dni później do domu wpadł mąż, a za nim podążała Dominika.

- Czy ty widzisz, jak ona wygląda? - spytał, wskazując na córkę. Oczywiście była po swojemu wymalowana.

- Przecież rozmawiałyśmy na ten temat! - krzyknęłam.

- No to co... - usłyszałam.

Już nie wiem, jak ją przekonać, że szkoła to nie miejsce na makijażowe eksperymenty. Zawodzą moje tłumaczenia. Uwagi nauczycieli spływają po niej jak woda po kaczce... Jak trafić do córki, żeby zaczęła zachowywać się jak należy?  

Marta J. z Inowrocławia

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 17 (w sprzedaży od czwartku 25 kwietnia br.)  i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: Lalka | dziecko | makijaż

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje