Z teściami najlepiej na zdjęciu. To nieprawda?

Przez 25 lat małżeństwa raczej nie miałam powodów, by narzekać na teściową. Mieszkaliśmy na tym samym osiedlu, niedaleko siebie.

Kiedy dzieci były jeszcze małe, często biegały do dziadków.

Reklama

Teraz są dorosłe, rozjechały się po Polsce. Jakieś trzy lata temu mój mąż zaczął mieć problemy ze zdrowiem. Zawsze miał nadwagę, nadciśnienie, potem przyplątała się jeszcze cukrzyca. Trudno go było wysłać do lekarza.

Przed  trzema miesiącami  miał zawał i zmarł...

Do dziś nie mogę dojść do siebie. W dodatku teściowa zarzuca mi, że jego śmierć to... moja wina. Bo powinnam go zmusić, żeby o siebie zadbał i się leczył. Ale za jego życia nigdy o tym nie wspominała. Co więcej sama dbała, żeby przypadkiem nie schudł (niedzielne obiadki, ciasto...).

Staje się to już nie do zniesienia. Ona nie rozumie, że jestem w rozpaczy i wciąż mnie oskarża. Opowiada to w rodzinie... Moja córka, która ma dom, mówi mi, żebym pomyślała o sobie i się do niej przeprowadziła. Bo oskarżenia teściowej nigdy się nie skończą. I ona wykończy mnie psychicznie. Nie wiem, co zrobić. Może jej przejdzie? Teściowa  jest w podeszłym wieku i też już sama wymaga opieki.

Agnieszka

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje