Zawód? Po co? Będę mieć dzieci!

Nie chcę odwlekać ślubu ani dzieci. Nie będę pracować, tylko zajmować się domem, to Patryk będzie zarabiał. Wykształcenie nie jest mi do niczego potrzebne. Lepiej naucz mnie gotować.

- O, zobacz, ta jest ładna - Ola, moja siedemnastolatka, znów oglądała katalog z modą ślubną.

Reklama

- Hm... - zerknęłam. Suknia składała się z błyszczącego gorsetu i szerokiego, tiulowego dołu. Nie podobała mi się .- Zanim będziesz wychodzić za mąż, moda się zdąży jeszcze dziesięć razy zmienić.

- Wątpię - odparła. - Pobierzemy się z Patrykiem już niedługo, jak tylko skończę osiemnaście lat. Chcę mieć dużą rodzinę, nie mam co tracić czasu, dzieci powinno się mieć jak się jest młodym. Lepiej się chowają, czytałam w czasopiśmie. Lekarze też tak mówią.

- Kochanie - zmieniłam ton. - Oczywiście, że łatwiej jest jak się jest młodym, ale bez przesady. Najpierw trzeba zdobyć zawód, zacząć zarabiać i dopiero wtedy myśleć o małżeństwie i dzieciach. Jak poczekasz z tym kilka lat, nic to nie zmieni. Tylko dojrzejesz... dojrzejecie. Upewnicie się w swojej miłości...

- Och, mamo, jesteśmy z Patrykiem razem od dwóch lat i od razu wiedzieliśmy, że chcemy ze sobą być na zawsze. Nie chcę odwlekać ślubu ani dzieci. Nie będę pracować, tylko zajmować się domem, to Patryk będzie zarabiał. Wykształcenie nie jest mi do niczego potrzebne. Lepiej naucz mnie gotować.

- Oluś, nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak trudno utrzymać rodzinę. Zwłaszcza liczną rodzinę. Czasem dwie osoby urabiają sobie ręce po łokcie i ledwo im starcza do pierwszego. Dlaczego chcesz sobie utrudnić życie? Skończ szkołę, zdobądź zawód, kiedyś chciałaś być fryzjerką... 

- To niepotrzebne. Nie chcę czekać z tym, żeby zacząć żyć po swojemu! - rzuciła córka i wyszła.

 To nie była nasza pierwsza rozmowa na ten temat. Kiedyś traktowałam tę sprawę niezbyt poważnie. Wiadomo, że młodzi, zakochani snują nierealne plany na przyszłość. Kto by się tym przejmował? Ale czas mijał, a im się nie zmieniało. A jakiś czas temu moja córka zaczęła konkretnie planować swoje zamążpójście. Zaczęło się wybieranie sukienki, podejmowanie decyzji, gdzie mają się pobrać no i rozmowy o... weselu.

To mnie otrzeźwiło. Zrozumiałam, że ona to wszystko mówi poważnie. A ja jakoś muszę jej przemówić do rozsądku. Tymczasem wszystkie moje argumenty zupełnie do niej nie trafiają. Nie mam pojęcia dlaczego. Przecież widzi, że oboje z mężem pracujemy, a się nam nie przelewa, mimo że mamy tylko dwoje dzieci, a ona mówi o piątce, nawet szóstce! Macha ręką, kiedy tłumaczę jej, jak dużo jest roboty z taką liczną rodziną. W ogóle nie liczy się z tym, co mówię. Ola uważa, że są z Patrykiem najmądrzejsi. A ja bym chciała, żeby zaczęli patrzeć na życie bardziej serio. I żeby było im łatwiej, a nie trudniej, skoro nie musi...

Krystyna Podlaska z Szamotuł

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje