Zmień towarzystwo!

​Mój syn Filip ma nowego kolegę. Powinnam się cieszyć.

Skończył 15 lat i do tej pory spotykał się głównie z dziećmi naszych wspólnych znajomych, nie chodził na imprezy. - Na razie najważniejszy dla niego jest komputer. Ale poczekaj, ani się obejrzysz, jak znajdzie sobie towarzystwo - tłumaczyła mi siostra, doświadczona mama dwóch dwudziestolatków. I doczekałam się. Któregoś dnia, gdy wróciłam wcześniej z pracy, zastałam Filipa w domu.

Reklama

- Nie jesteś w szkole? - spytałam zaskoczona. - Nie, wypuścili nas wcześniej i z kumplem przyszliśmy do nas - mówił, stojąc w drzwiach swojego pokoju. - Świetnie - ucieszyłam się i odsuwając Filipa weszłam przywitać się. - Się ma. Aro jestem - usłyszałam od osobnika, którego widok zmroził uśmiech na mojej twarzy. Kolega Filipa wyglądał, jak typ spod ciemnej gwiazdy. Niechlujne dresy, sznyty i tatuaże na rękach, papieros w ustach... - U nas się nie pali - nie omieszkałam zauważyć. - Dobra, zgaszę - powiedział i wrzucił peta do szklanki z resztką soku. - Mamo, idź już sobie - jęknął Filip.

Wyszłam. Ale niecierpliwie czekałam aż ów Aro opuści nasz dom. Nie podobał mi się. Nie wyglądał na dobre towarzystwo dla mojego syna. Kiedy wyszedł, od razu wzięłam Filipa na spytki. Dowiedziałam się tylko tyle, że jest o 2 lata starszy od niego i próbuje swoich sił w technikum. - Ma samochód, ciekawe pomysły, jest fajny - powiedział Filip. - Kolegów trzeba mądrze wybierać. Zobacz, jak on wygląda. Jak jakiś dresiarz i te papierosy... - krytykowałam. - Nie przesadzaj. Jest całkiem normalny - bronił go Filip. No i zaczęło się. Byli na koncercie rockowym, na meczu. Filip wracał późno i śmierdział papierosami. Potem oznajmił, że idzie z Aro na imprezę. Skóra mi ścierpła. Nie chciałam mu zabraniać, bo skończyłoby się to awanturą.

Aro przyszedł po Filipa. - Spadamy brachu, kumple czekają na nas - powiedział krótko. A mój syn szczęśliwy wybiegł za nim. Kiedy wrócił, późno w nocy, był wyraźnie wstawiony i śmierdział dymem papierosowym. - No, co? Piwko wypiłem - przyznał się. - No to koniec z Aro i jego kolesiami - zapowiedziałam zdesperowana. - No to się jeszcze okaże... - wybełkotał Filip i poszedł do swojego pokoju. Od tamtego dnia minął tydzień. Aro nie przychodzi do naszego domu. Ale syn gdzieś znika po lekcjach. Domyślam się, że z tym chłopakiem, chociaż zapiera się i twierdzi, że nie. Widzę jednak, że się zmienił. Kłamie, brzydko się wyraża... Ale najbardziej boję się alkoholu i narkotyków. Tak łatwo wpaść w złe towarzystwo. Co mam robić? Śledzić go? Jak wybić Filipowi z głowy jego fatalnego kolegę?                                                                   

Małgorzata N. z Sopotu

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 16 (w sprzedaży od czwartku 18 kwietnia br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: dziecko | matka | problem

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje