Zmienia je jak rękawiczki

- Jakby dzwoniła Wiki, to powiedz, że się uczę z Michałem, a jakby Karolina, to zadzwonię do niej później - poinformował mnie mój 16-letni syn wychodząc z domu.


Reklama


- A ty dokąd idziesz? Czemu nie zadzwonią do ciebie na komórkę? - spytałam zdziwiona.

- Bo idę do kina z Moniką, moją nową dziewczyną. Wyłączę komórkę... - pospiesznie odpowiedział, cmoknął w policzek i już chciał wychodzić.

- A Karolina? Wiki? - już się gubiłam.

- Wiki to już przeszłość, a Karolina... jeszcze nie wiem. Spieszę się, pa! - i już go nie było.

Byłam zdegustowana nonszalanckim zachowaniem Adriana w stosunku do dziewczyn i powiedziałam o tym mężowi:

-  Casanovę mamy w domu! Zobacz, jak on traktuje te dziewczyny! Spotyka się z kilkoma na raz, zmienia je jak rękawiczki...

- Przesadzasz - machnął ręką. - To dzieciaki. Wciąż im się coś zmienia. A Adrian to fajny chłopak. Nic dziwnego, że podoba się dziewczynom.

- Ale to nie powód, żeby je tak traktował! Lekceważył, oszukiwał - tłumaczyłam.

- W tym wieku oni wszyscy mają w głowie siano. Nie wiem czego ty się spodziewasz. Dorośnie. Kiedy ma się wyszaleć? Jak będzie po trzydziestce?

Nie znalazłam zrozumienia u męża. A skoro on nie rozumiał jak mogłam oczekiwać, że zrozumie Adrian? A jednak musiałam z nim na ten temat porozmawiać.

- Co ty wyprawiasz! Nie w porządku jest umawianie się z kilkoma na raz.  Przecież to nie zabawki... - prawie krzyczałam.

- Kochają się we mnie. Co ja na to poradzę? - stwierdził z uroczym uśmiechem.

- Ale tak nie wolno - kontynuowałam. - To, co robisz nie jest w porządku. I nie chcę brać udziału w twoich krętactwach!

- No dobra, nie spojrzę już na żadną... - lekceważąco mnie zbył i sobie poszedł.

"Tak, mój syn potrafi oczarować. Ten jego uśmiech i diabliki w oczach... Już w przedszkolu miał dziewczyny i był pupilkiem pań. Właściwie więc czy powinnam być zdziwiona?" - myślałam sobie.

Obserwowałam więc swojego synalka Casanovę. Adrian już nie prosił mnie o pozostawianie wiadomości. Pilnował jedynie, żebym nie zorientowała się z kim się spotyka. Nie udało mu się jednak uniknąć tego, że odbierałam telefony od... porzuconych. Było mi bardzo niezręcznie.

Na dodatek przypadkiem usłyszałam jego rozmowę przez telefon:

- Stary, one lecą na mnie! Teraz umawiam się z trzema. Jest lepiej  niż w zeszłym roku...

On się tym jeszcze się tym chwali! Ręce mi opadły. Wygląda na to, że nie wpoiłam mu szacunku dla dziewczyn. A jak teraz ich nie szanuje, to potem nie będzie szanował kobiet. Nie chciałam wychować bawidamka skaczącego z kwiatka na kwiatek i chwalącego się swoimi podbojami. A na to wygląda. Tylko co mogę zrobić teraz? Jak do niego trafić?

 

                                                             Wiesława S. z Poznania

 

 

 

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 38 (w sprzedaży od czwartku 19 września br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Zdjęcie: 123/RF, osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.

 

 

 

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje