Znowu idziesz na imprezę?!

Moja córka zmieniła się. W głowie ma tylko zabawy. Nie rozumie, że źle robi. A ja nie umiem się jej przeciwstawić.

- Znowu wychodzisz? Dokąd tym razem się wybierasz? - zapytałam Martę, kiedy wystrojona otwierała drzwi do wyjścia.

Reklama

Jestem samotną matką. Mąż odszedł od nas, gdy córka miała 3 latka. Dzisiaj Marta jest 17-latką i chodzi do drugiej klasy liceum. Do tej pory wydawało mi się, że mam dobry kontakt z córką. Nie miałam z nią większych problemów. Zawsze ją chroniłam, nie wymagałam za dużo. Pragnęłam, aby dobrze się uczyła, zdobyła dobry zawód, żeby miała lepsze życie niż ja.

W I licealnej stopnie miała w miarę dobre, w II bardzo się pogorszyły. Zaczęła często chodzić do klubów, na różne imprezy. Przychodziła późno i czułam od niej alkohol i papierosy.

- Marta, opamiętaj się, nie marnuj życia. Miałaś się uczyć, pójść na studia. Co z twoimi marzeniami? - pytałam.

- Mamo, nie histeryzuj. Moi rówieśnicy tak żyją i to jest normalne. Kiedy mam się bawić? Gdy będę stara? - miała gotową odpowiedź.

Myślałam, że córka się opamięta. Tłumaczyłam, prosiłam, zakazywałam, lecz nic to nie dawało. Poczułam się bezsilna. Za każdym razem, jak wychodziła, to nie wiedziałam dokładnie, kiedy wróci i w jakim stanie. Bałam się, że się uzależni od alkoholu i papierosów.

- O której wrócisz? Co z lekcjami? Znowu pójdziesz do szkoły nieprzygotowana? - pytałam, gdy wychodziła z domu bez opowiadania się.

- Mamo, nie czepiaj się! Wrócę późno, ale zdążę wszystko odrobić. Cześć! - odburknęła i już jej nie było.

Stałam się nerwowa i rozdrażniona. Zauważyła to moja koleżanka w pracy.

- Baśka, co z tobą? Stało się coś? - spytała któregoś dnia.

Rozkleiłam się i opowiedziałam jej o moich problemach z Martą.

- Przestań prosić, bo to jest nieskuteczne, a zacznij jej stawiać warunki. Nie zgadzaj się na takie jej zachowanie. Smarkula nie może tobą rządzić! Ona również musi mieć obowiązki... - pouczała mnie.

- I naucz się być konsekwentną! Nie ustępuj jej... - dodała na koniec Kasia.

Byłam wdzięczna koleżance. Dobrze, że mnie skrytykowała. To tak, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Zrozumiałam, że muszę zmienić podejście do córki, a przede wszystkim z nią porozmawiać.

Ale boję się tej rozmowy. Na pewno nie będzie miła. Nie wiem, co mam jej powiedzieć, aby chciała mnie wysłuchać i zmienić się?

Barbara B. z Turka

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje